czwartek, 26 marca 2015

Rozdział 1



Nowa rzeczywistość 


        - Budzi się.
Usłyszałam szept Jenny. Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieje. Rozchyliłam powieki, zobaczyłam jasne pomieszczenie, błękitną kołdrę, którą byłam szczelnie okryta. Do jednej z żył nadgarstka miałam przyczepioną kroplówkę, a okna były zasunięte żaluzją. Podeszła do mnie pielęgniarka. Wysoka, młoda, brunetka, bardzo atrakcyjna. Podała mi szklankę z ciepłą herbatą.
- Miałaś sporo szczęścia. Powinnaś podziękować Bogu, że żyjesz. Nikt nie ma pojęcia jak Ci się to udało. - Powiedziała uprzejmie, po czym wyszła z pokoju.
Naprzeciwko mojego łóżka siedziała Jenna. Po jej oczach widać było, że płakała. Nie miałam bladego pojęcia dlaczego... Przecież nic mi nie jest. Właściwie nie wiem nawet jak, a tym bardziej dlaczego trafiłam do szpitala...
- Eleno. Tak się cieszę , że w końcu się obudziłaś.
- W końcu?  Co masz na myśli? Jak długo spałam?
- Trzy dni. Lekarze mówili, że z tego wyjdziesz, ale i tak dopiero teraz mogę odetchnąć z ulgą.  To co się stało...
- No właśnie, o to chodzi, że nie mam bladego pojęcia co się stało. Jenna co ja tu robię?
- Widzisz...
W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Gdy się otworzyły zobaczyłam twarz Logana Feela - narzeczonego Jenny.
- Kochanie musimy porozmawiać - rzekł spokojnie, ale stanowczo.
- Zaraz do ciebie wrócę kochana, odpoczywaj. Drzwi się zamknęły, a ja zostałam sama. Rozejrzałam się jeszcze  raz po moim pokoju. Ściany były białe, lekko ubrudzone. Podłoga za to mocno z nimi kontrastowała. Granatowa, praktycznie czarna. Łóżko - jak to zwykłe szpitalne łóżko... no oczywiście też bardzo nie wygodne. Poduszka była stanowczo zbyt miękka za to kołdra ciepła i przyjemna w dotyku. Zaraz obok stała mała szafka. Leżał na niej telefon Jenny i termos z ciepłą herbatą.
Po chwili zza drzwi dobiegł mnie głos Logana:
- Wiem, że to nie twoja wina, ale nie tak sobie to wyobrażałem... Mieliśmy się pobrać, wyjechać do mojego domu w Londynie. Teraz diabli wzięli nasze plany. Nie zamierzam tkwić w tej dziurze, jeszcze z dwoma bachorami na karku.
- Jak możesz tak mówić o dzieciach mojej siostry? Zaopiekuję się nimi czy ci się to podoba  czy nie.  Jestem to winna Jej jak i Graysonowi.  Pomyśl co muszą czuć dzieci... Jeremy zniesie to dużo gorzej niż Elena. Ona jest silna, z czasem przyswoi tę wiadomość. Za to Jerr?  Dobrze wiesz jaki był zżyty z ojcem! Możemy razem stworzyć rodzinę. Zastąpisz mu  go. Jerremy tego potrzebuje.
- Nie będę bawił się w żadną szczęśliwą rodzinkę. Dobrze wiesz, że nie cierpię tych dzieciaków, odkąd tylko je poznałem. Nie będę tkwił w tej przeklętej dziurze. Już dawno mieliśmy stąd wyjechać. Nie zmienię planów przez jakiś głupi wypadek. Niech kto inny niańczy te rozwydrzone małolaty.
Wypadek...
Przed oczami stanął mi obraz mostu. Ten okropny dźwięk hamowania. A potem...  - Na samą myśl przeszły mnie ciarki. Znów poczułam wodę w płucach, mama wyglądająca jak trup i tata usiłujący za wszelką cenę wyważyć drzwi samochodu. Ogarnęła mnie panika zaczęłam krzyczeć. Nie umiałam pozbyć się tego strasznego obrazu. Przybiegła do mnie pielęgniarka, podała mi jakiś zastrzyk. Poczułam tylko lekkie ukłucie po czym znów wszystko wróciło na swoje miejsce. Zobaczyłam Jennę stojąca nade mną, trzymającą za rękę.
- Ciociu.. powiedz, że to nie jest prawda. Gdzie mama? Tata? Gdzie oni są?!
- Eleno...
- Powiedz, że oni zaraz tu będą. Przyjadą i wrócimy razem do domu.  - Serce dygotało mi jak oszalałe, do oczu napłynęły łzy... W duchu modliłam się, aby Jenna powiedziała, że wszystko jest dobrze, że rodzice zaraz będą, ale ona milczała. Nie wydusiła z siebie ani jednego słowa. Dobrze wiedziałam co to znaczyło. Jednak w głębi duszy nie umiałam w to uwierzyć.
- Zajmę się wami najlepiej jak tylko potrafię. Nigdy nie będę w stanie zająć ich miejsca, ale poradzimy sobie. Musicie mi tylko w tym pomóc.
Po tych słowach poczułam jak świat wali mi się pod nogami. Nic do mnie nie docierało. Dobrze, że leżałam, bo w tym momencie czułam, że nie mam siły nawet myśleć. Przypomniałam sobie nasze święta, wakacje, wyjazdy, pierwszy dzień szkoły, narodziny Jerremiego. Wszystko widziałam jak przez mgłę. Czułam spływające po policzkach łzy i nowe napływające do oczu.
- Chcę zostać sama. - Odparłam do Jenny, również załamanej przez nową sytuację.
Nigdy jej takiej nie wdziałam. Zawsze była duszą towarzystwa. Wesoła, uśmiechnięta,  wiecznie zadowolona. Istna optymistka.
- Jadę porozmawiać z Jerremym.  Wrócę do ciebie rano. Eleno gdybyś czegoś potrzebowała...
- Czy Jerr  już wie? - Wyszeptałam, dalej z cieknącymi po policzkach, słonymi łzami.
- Nie. Najwyższy czas, aby on też poznał prawdę. Nie miałam odwagi mu tego powiedzieć.  Nie wiedziałam jak. Mówiłam, że rodzice musieli wyjechać na kilka dni w sprawach kredytu na wyremontowanie przychodni.
- Rozumiem. - Skinęłam tylko głową, po czym odwróciłam się na drugi bok. Nie miałam ochotę na dalszą rozmowę z kim ktolwiek. Usłyszałam jeszcze trzask drzwi, gdy Jenna wychodziła.
Świat stanął dla mnie w miejscu, wiadomość, iż z Jerremym zostaliśmy sierotami wciąż  nie docierała do mnie. Nie wyobrażałam sobie jak będzie wyglądało nasze życie bez tych dwóch najważniejszych w nim osób. Zamknęłam załkane oczy po czym znów wróciłam do wspomnień do niedawna tak szczęśliwej rodziny.

 ~~~*~~~
Ta noc była chyba jedną z najtrudniejszych jakie w życiu przeszłam. W głowie wciąż na nowo odtwarzała mi się scena tego okropnego wypadku. Rankiem obudziłam się, otulona ciepłą kołdrą.  Okno pokoju było całą noc otwarte. W pomieszczeniu było dosyć chłodno. Pod łóżkiem leżała moja torba z ubraniami. Sięgnęłam po nią i wyciągnęłam biały, kaszmirowy sweterek. Gdy go zakładałam przypomniałam sobie, że dostałam go od mamy na 16 urodziny. Poczułam zapach perfum, które zawsze jej podkradałam. Ogarnęła mnie fala złości, jednym ruchem ściągłam go przez głowę i gromadząc w dłoni cały gniew rzuciłam nim w drzwi pokoju. Wszystko mi ją przypominało. Znów opatulona pierzyną położyłam się i bezczynnie patrzałam się w sufit.
Do pokoju weszła pielęgniarka. Ta sama co poprzedniego dnia. Przyniosła mi śniadanie. Bułka z dżemem i malinowa herbata... W domu nigdy nie jadałam tego posiłku, ale jako że tego ranka byłam strasznie głodna, skusiłam się.
- Dzień dobry  Eleno. - Powiedziała swoim cichutkim głosikiem.
- Raczej koszmarny... - Odpowiedziałam gniewnym tonem.
- Myślę, że humor Ci się polepszy, przyszłam Ci powiedzieć, że dzisiaj dostaniesz wypis i będziesz mogła wrócić do domu. Wyniki są bardzo dobre i nie ma sensu dłużej Cię tu trzymać. - Pomyślałam, że w końcu będę mogła położyć się do własnego łóżka i co najważniejsze zobaczę Jeremiego. Jenna na pewno już z nim rozmawiała. Zawsze uważano go za mamin synka, bo uwielbiał spędzać czas z rodzicami. Przez to nie miał też zbyt wielu przyjaciół. Był z nimi nawet jeszcze bardziej zżyty niż ja. Nabrałam ochoty przytulenia go i powiedzenia tradycyjnego ,,Będzie dobrze. Zobaczysz.".
- Bynajmniej jedna dobra wiadomość. Kiedy przyjdzie Jenna?
- Teraz załatwia sprawy dotyczące pogrzebu, ale powinna przyjść przed obiadem. - Na dźwięk słowa "Pogrzeb" przeszedł mnie dreszcz. Pamiętam jak kiedyś byliśmy na nim u babci i nie należało to raczej do przyjemnych wspomnień.
- Za to teraz odwiedził Cię ktoś inny. - Powiedziała z uśmiechem. Popatrzyłam na nią nieco zdziwiona. Nie rozmawiałam z nikim od wypadku. No poza ciocią.
W tym momencie do sali wszedł Matt. Jakoś nie miałam ostatnimi czasy głowy do tego żeby przemyśleć co będzie z nami. Jeszcze długo przed wypadkiem nie układało nam się.
- Cześć kochanie. - odparł i nachylił się do pocałunku.
- Cześć. - Powiedziałam tylko i odsunęłam głowę. W ręce trzymał bukiet czerwonych róż, które lubiłam najbardziej.
- Pójdę poprosić pielęgniarkę o jakiś wazon. - Dodał wesoło.
- Nie trzeba. Po objedzie wracam do domu.
- Świetnie. W takim razie odwiedzę Cię wieczorem.
- Matt. Myślę, że to nie jest dobry pomysł. Chciałabym pobyć trochę sama. Ostatnio dużo się dzieje...
- Eleno, jest mi bardzo przykro z powodu twoich rodziców. W szkole uczciliśmy ich minutą ciszy. Bonnie i Caroline też chciały przyjść ze mną, ale poprosiłem by wybrały inny termin. Chciałem z tobą sam porozmawiać.
- Raczej nie zastaną mnie już tutaj.
- Skoro dzisiaj nie masz ochoty może jutro wpadnę? - Ciągle nalegał.
- Myślałam raczej o trochę dłuższej przerwie...
- Co masz na myśli? - Wyglądał na zdezorientowanego, ale musiałam mu to powiedzieć. Dla mnie ten związek nie miał już przyszłości.
- Matt nie mam teraz głowy do chłopaków i innych. Moje życie obróciło się o 180°. Już wcześniej nam się nie układało. Jak dla mnie nie ma sensu dłużej tego ciągnąć...
W jego błękitnych oczach widziałam szok i smutek. Wiedziałam, że to co powiedziałam bardzo go zabolało. Byliśmy przyjaciółmi od małego. Parą zostaliśmy trzy lata temu. Matt bardzo się starał. Czasem nawet za bardzo... Był zbyt nachalny. Świadczyło to raczej o tym jak bardzo mnie kochał. Czułam się jednak przy nim jak w więzieniu. Nie odpowiadało mi to.
- Jeśli potrzebujesz przerwy, rozumiem. Nie kończmy, ale tego. Nie chcę się z tobą rozstawać. Dobrze wiesz jak ważna dla mnie jesteś.
- Nie chcę abyś na mnie czekał. Twoje życie dalej bije swoim rytmem. Będziesz miał jeszcze sporo dziewczyn. Świat nie staje w miejscu.
- Nie chcę innej. Eleno nie odtrącaj mnie. - Mówił błagalnym głosem.
W tym momencie do  pokoju weszła Jenna. Miała na sobie czarną sukienkę i buty na wysokim obcasie.  Złociste, długie  włosy spięła w kok, chociaż zazwyczaj nosiła je rozpuszczone.
- Dzień dobry kochani. - Mówiła dość smutnym głosem.
- Cześć.
Cieszyłam się, że wróciła. Bynajmniej zakończyłam tę trudną rozmowę z Mattem. Nie mogłam dłużej znieść jego spojrzenia.
- Matt. Miło, że wpadłeś.
- Dzień doby Pani Jenno. Będę się już chyba zbierał...
Zerknął na mnie po czym podniósł swoją kurtkę i wyszedł, powiedziawszy tylko "Miłego dnia". Wiedziałam, że nie będzie mu teraz lekko, ale kiedyś trzeba było to jakoś skończyć. Wcześniej czy później.
- Jak się czujesz? - Spytała zatroskanym głosem ciotka.
- Fizycznie okej, ale nie mam sił nawet myśleć teraz o tym wszystkim.
- Wiesz... rozmawiałam wczoraj wieczorem z Jerremym. Wie już o wszystkim. Najpierw odebrał to jako żart... Zabolało. Nie mam serca patrzeć jak ten chłopak cierpi. Zamknął się w swoim pokoju, nawet nie zszedł na śniadanie. Z nikim nie rozmawia.
                -Tak bardzo ich kochałam!
- Wiem. Dla wszys
tkich był to straszny cios. To nie łatwe. Zostaliśmy teraz  sami.
- A co z Loganem?
- W poniedziałek wyjeżdża. Wraca do Londynu... - Powiedziała ze łzami w oczach.
- Nie był Ciebie wart. Wiesz, że nie przepadałam za nim.
- Teraz najważniejsi jesteście ty i Jerr. W domu porozmawiamy wszyscy razem. - Do drzwi rozległo się pukanie. Otwarła je pielęgniarka.
- Wypis jest już gotowy. Zjesz jeszcze obiad?
- Nie. Chcę jak najszybciej znaleźć się w domu. Zaraz zacznę się pakować. Nie mam ze sobą wielu rzeczy.
- Gdy będziecie gotowe podejdźcie do recepcji po papiery. Nie będę wam przeszkadzać. Muszę iść zająć się  pacjentem, którego dziś przywieźli. Podobno napadło go w lesie jakieś zwierze...
- Zwierzę? - Spytałam zdziwiona. W Mistic Falls raczej nigdy nie miały miejsca takie zdarzenia.
- Nie jestem pewna. Zaraz się wszystkiego dowiem. Nie będę wam dłużej przeszkadzać.
- Do widzenia. - Powiedziałam, chociaż wcale nie byłam zadowolona. Chciałabym więcej dowiedzieć się o tym dziwnym wypadku.
Sanitariuszka wyszła a ja i Jenna rozpoczęłyśmy pakowanie. Leżałam w szpitalu tylko pięć dni,  w tym trzy dni w śpiączce, więc nie miałam ze sobą zbyt dużo rzeczy. Zaścieliłam łóżko i poszłam do łazienki odświeżyć się.
Wchodząc do niej zerknęłam w lustro. Ciemne włosy były bardzo rozczochrane, przeczesałam je na szybko palcami, żeby wyglądały ,,względnie". Miałam podkrążone oczy i byłam strasznie blada, pewnie przez to, że prawie nic nie jadłam przez ostatnie dwa dni.
Matt zawsze był o mnie bardzo zazdrosny, bo przyciągałam uwagę wielu facetów, zawsze mówił, że jestem piękna. W tej chwili mogłam polemizować. Ale nie przejmowałam się tym. Wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy i włożyłam czyste ubranie. Gotowa do wyjścia otworzyłam drzwi łazienki i zajrzałam po raz ostatni do mojego szpitalnego pokoju. Gdy upewniłam się, że o niczym nie zapomniałam ruszyłam za Jenną i zamknęłam drzwi pomieszczenia.
Tak jak powiedziała pielęgniarka, wypis czekał już na mnie na recepcji. Doszły mnie słuchy jak pielęgniarki rozmawiały o tym dziwnym wypadku w lesie. Nie słyszałam jednak dokładnie co mówiły. Na zewnątrz było bardzo ciepło. W końcu był środek maja. Odetchnęłam z ulgą, że w końcu opuszczam szpital.
Wsiadłam do czarnego Forda Jenny i ruszyłyśmy do domu. Spałam całą drogę.

13 komentarzy:

  1. Jest świetne, pisz dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawe
    Mam nadzieję że pojawi się Stelena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie Stelena to jedna z najlepszych par tam <3 Delena tez sie pojawi ;)

      Usuń
  3. *Jeremy (nie Jerremy)
    **patrzyłam (nie patrzałam)
    ***obiedzie (nie objedzie)
    ****"Nie kończmy, ale tego." ? o co chodzi?
    ***** otworzyła (nie otwarła)
    ****** " ubrałam czyste ubranie" - masło maślane... "włożyłam czyste ubranie" brzmi lepiej.
    Ogólnie to opowiadanie takie sobie. Nic ciekawego-to co w serialu. Mam nadzieję, że kolejne rozdziały będą o wiele lepsze.
    Życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W prologu pisało, że Elena jest z Mattem.
      To jest moje opowiadanie i nie trzeba imion pisac dokladnie tak jak to jest w serialu...
      Dzięki za wyszczególnienie błędów. Faktycznie nie zauważyłam. :)

      Usuń
  4. Rozdział bardzo ciekawy xd czekam na kolejne! ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. no nawet ciekawe
    Mam tylko pytanie, bo nie oglądam tego serialu więc: czy coś takiego wydarzyło się w TVD, coś podobnego ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak ;) opowiadanie opiera się na serialu, ale z dalszymi rozdziałami raczej będę odbiegać od serialu ;)

      Usuń
  6. Fajny pierwszy rozdział, podoba mi się to że piszesz po swojemu a nie identycznie jak w serialu,czekam na kolejne rozdziały :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Cóż, rozdział ogółem jest dość wciągający. Opisałaś w miarę to co się wydarzyło, czyli wypadek i śmierć rodziców Eleny. Ładnie przedstawiłaś emocje bohaterów. Jak na początek masz dobry start. Styl jest do podszlifowania, ale jak na razie jest dobrze. Nie dopstrzyłam się wielu ozdobników mowy, przynajmniej jest naturalnie. Jestem raczej zwolenniczką potterowskich opowiadań. Pamiętniki wampirów wprawdzie oglądałam tylko do czwartego sezonu. To wbrew pozorom dobry serial i wierzę, że Ty poprowadzisz tą historię równie oryginalnie. Zwróciłam uwagę na zaczynanie wielką literą, jeżeli chodzi o osoby np. Mówię Ci. Gdy jest to wypowiedź bohatera lub narracja powinno być napisane normalnie, ale każdy ma swoje zasady.
    Gdybyś miała ochotę na coś w innym klimacie, zapraszam do siebie.
    Życzę weny.

    N.


    co-serce-pokocha-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tyyy. Nela, śledzę twój prof i czytam wszystkie blogi które ty! Kc :*


      A co do rozdziału. Były podstawowe błędy. Jak na pierwszy raz dobrze. Z czasem się wyrobisz xd Fajnie Fajnie. Odpowiadasz może na komy?;)

      Pozdro

      Usuń
  8. ^_^
    Zabieram się za czytanie pierwszego rozdziału, ale już czekam na kolejne XD

    OdpowiedzUsuń