sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 10


Pierwotny

 

     Wieczorem po wyjściu Stefana, wciąż przeglądałam się w lustrze, spoglądając jak mój nowy naszyjnik się prezentuje. Jenna zawołała mnie z dołu, prosząc bym zeszła na kolację. Ogarnęłam wierzchem dłoni fryzurę i zeszłam na dół. Tym razem nie byliśmy tylko w trójkę, jak co wieczór. Do drzwi rozległo się pukanie. Ciotka nie wspominała, że będziemy mieli gości. Otworzyłam drzwi, Jenna miała całe dłonie umazane mąką. Na ganku czyhał wysoki, ciemnowłosy mężczyzna. Na oko, był w wieku Jenny. Bardzo elegancki, ubrany w garnitur. Gęste włosy delikatnie opadały na oczy, co nadawało nieznajomemu srogi wyraz twarzy.
          - Katherine?! Jak ty... - Kolejny, który wziął mnie za byłą mojego obecnego chłopaka. Trzeba było przyznać, że to nieco niekomfortowa sytuacja. Czy naprawdę, aż tak ją przypominałam? Co najważniejsze, Katherine ponoć zginęła wiele lat temu. Jak to możliwe, aby trzydziestolatek ją znał? Ogarnęła mnie fala gorąca.
          - Eleno, wpuść gościa do środka. - Jenna z kuchni obserwowała całe zajście.
          - Dobry... dobry wieczór. Proszę wejść i się rozgościć. - Co innego mogłam zrobić? Odkąd dowiedziałam się o wampirach ciągle miałam zwidy. Nie mogłam podejrzewać każdego człowieka o bycie potworem.
          - Kochanie, to jest Elijah. Elijah Mikaelson. - Ciotka doszła do nas i ocierając brudne ręce o fartuch, pogładziła mężczyznę po ramieniu.
           - Jestem...
           - Wiem kim jesteś. - Trzydziestolatek przerwał mi w połowie zdania, nie kryjąc zdziwienia na twarzy i ucałował wierzch mojej dłoni.            - Jenna to moja ciocia. - Kobieta zerknęła ukradkiem na Elijahę i uśmiechnęła się. Po raz pierwszy od dłuższego czasu widziałam na twarzy cioci uśmiech. Zawsze była duszą towarzystwa, ale po wypadku zmieniła się. Zresztą tak jak my wszyscy. Wcale nie wydawała się zdziwiona tym, że facet którego widziałam pierwszy raz na oczy mnie zna.
          - Siadajcie do stołu. Już podaję kolację. - Jenna wskazała mężczyźnie dłonią jak udać się do salonu.
          - A gdzie Jerr? - Nie widziałam brata od rana. Rozumiem, że ma dziewczynę, ale po tym co stało się w lesie, jestem nadwrażliwa na jego punkcie.
          - Zostaje dziś na noc u kolegi. Wróci jutro.
     Zasiedliśmy do stoły, a Jenna przyrządziła niesamowitego kurczaka z ryżem. Była w końcu taka szczęśliwa... Wszystko ułożyło się w jedną całość. Gdy nie wróciła na noc, zapewne spędzała ten czas z Elijahą. Nie miałam jej oczywiście tego za złe. Ma prawo w końcu do szczęścia. Od rozstania z Loganem nie spotykała się z ŻADNYM mężczyzną. Ciemnowłosy wydawał się całkiem w porządku, a to co wcześniej mówił o Kath wzięłam za nieporozumienie.
          - Jest Pan z Mistic Falls? - Chciałam nadać właściwy bieg rozmowie.
          - Proszę, mów mi po imieniu. W końcu mam nadzieję, że będziemy spotykać się częściej. - Kątem oka uśmiechnął się do Jenny, a ona lekko się zarumieniła. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby flirtowała z kimkolwiek.
          - Mieszkałem w Bułgarii, Dostałem telefon od starej znajomej. Rose. Wspominała o tobie. -Serce podeszło mi do gardła na samą myśl o tym co działo się, gdy Damon zabrał mnie do swojego starego domu. Słowa Rose... "Narodził się nowy sobowtór..." . To, że nasz gość pomylił mnie z Katherine nie było przypadkiem. Dopiero teraz zauważyłam, jaką zadartą ma minę i jaki jest pewny siebie.
          - No więc, gdy Rose powiadomiła mnie o... o czymś, wróciłem do miasteczka. Już kiedyś wraz z rodziną tu mieszkaliśmy.
      Odsunęłam się od stołu, chcąc jak najszybciej wrócić na górę .
       - Już idziesz? - Jenna nie potrafiła oderwać wzroku od Mikaelsona, jakby była zahipnotyzowana.
 Nie, to niemożliwe. Co jeśli... Elijah zmusił ją do tej kolacji, aby lepiej mnie poznać? Ale po co? Odruchowo spojrzałam na mój wisiorek.
         - Skąd go masz?! - Mężczyzna podniósł się z krzesła i chwycił mój medalik. W tej samej chwili zrobiło mi się słabo. Przed oczami stanęła nieznana mi blondynka, a przy niej... Elijah. Chciałam ustać na nogach, ale tak bardzo kręciło mi się w głowie, że ze zdławionym krzykiem runęłam w ciemność.
     
         ~~~*~~~
     Caroline szykując się na randkę z Tylerem, nie miała pojęcia co na siebie włożyć. Wszystko wydawało jej się nieodpowiednie lub źle na niej leżało. Mimo, że miała trzy szafy z ubraniami i była maniaczką mody. W ten wieczór pragnęła wyglądać wyjątkowo. Gorączkowo wyjęła wszystkie rzeczy z szafy i na nowo poszukiwała nieziemskiego odzienia. Do drzwi pokoju zapukała Liz, mama blondynki.
          - Wiem, że jesteś zajęta przygotowaniami na randkę, ale co to za bałagan? - Rozglądnęła się do okoła pokoju.
          - Nie mam się w co ubrać! - ze złości opadła bezradnie na łóżko.
     W całym domu rozległ się dzwonek do drzwi.
          - Myślę, że to ktoś do ciebie. - Przeraziła się, że Tayler przyjechał po nią wcześniej.  Zeszła na dół. Otworzyła szeroko drzwi, ale czy chało na nią tylko pudło na wycieraczce.
Wzięła je do środka i zamknęła za sobą drzwi. Mama zdążyła zejść już na dół. Podała córce srebrne nożyczki, a ta rozpakowała pakunek. W środku znajdowała się cudowna, krwisto czerwona sukienka do połowy uda. Do tego seksowne, czarne szpilki, które spodobały  się jej gdy tylko zobaczyła je na wystawie. Ale... Tylko mama o tym wiedziała. Odwróciła się do niej i widząc jej szeroki uśmiech na twarzy wiedziała, że to jej sprawka. Utuliła ją mocno.
         - Mówiłam ci już, że jesteś najlepszą mamą na świecie?!
         - Może raz, albo dwa... - Żartobliwie droczyła się z Care.
Forebs wzięła sukienkę na górę, by dokonać ostatecznej przymiarki i pokazać się mamie. Dopiero teraz zza drzwi łazienki dosłyszała wibrujący telefon. Na ekranie widniało imię Tylera. Lekko podenerwowana przeciągnęła zieloną ikonkę ze słuchawką.
          - Hej Tay. Jestem już prawie gotowa, daj mi jeszcze piętnaście minut. - Była taka szczęśliwa. Dziś wieczór miało się spełnić jedno z jej największych marzeń jeszcze za czasów podstawówki.
          - Muszę cię rozczarować... Dziś nie mogę. Zupełnie wyleciało mi z głowy, że jestem umówiony na mecz ze znajomymi.  - Po tej wiadomości ziemia ugięła się pod jej nogami, a  szczęście w sekundę opadło. Wyłączyła się tylko, nic więcej już nie mówiąc. Po chwili przyszła wiadomość SMS.
          "Wszystko OK?"
Jak miało być okej? Tyler już po raz drugi zakpił sobie z niej i zrobił z niej idiotkę. Nie chcąc wysłuchiwać pocieszeń mamy dziewczyna przyszykowała się tak jak planowała. Wykonała perfekcyjny makijaż, a włosy zaczesała do tyłu. Udając, że wszystko jest w porządku zeszła na dół.
          - Jakaś ty śliczna! -  Mama przyglądała jej się z zachwytem, a  łza aż kręciła w jej oku.
          - Dziękuję mamo. Wrócę około północy. Gdyby plany się zmieniły zadzwonię do ciebie. - Włożyła swoje nowe, czarne szpilki i wyszła z domu. Chłodny wiatr smagał jej delikatną skórę  a ta nie wiedząc dokąd się udać, ruszyła przed siebie.

~~~*~~~

     W tym samym czasie...


Stefan

     "Drogi pamiętniku. Elena nadała mojej egzystencji sens. Gdyby nie ona nie wróciłbym tutaj. Nie zobaczyłbym ponownie brata... Nienawidzę go, ale mimo wszystko to ciągle mój brat. Gdy nie miałem nikogo on był ze mną. Wybaczył mi nawet zabicie ojca! Mimo tego co się stało nie mogę zaprzeczyć, że tęskniłem za nim. Wiem też, że jeżeli chcę być z Eleną nie mogę pozwolić mu znów wrócić. Nie piję krwi z żyły od 1912... Znany jako wcześniej "ROZPRUWACZ", teraz karmię się wiewiórkami, Damon byłby ze mnie dumny. Zawsze namawiał mnie do skończenia z zabijaniem. Podczas 165 lat mojej egzystencji,  dopiero teraz czuję, że moje "życie" ma jakiś cel. Muszę chronić Elenę. Nie pozwolę, aby mój brat jeszcze raz się do niej zbliżył... "

         - Pozwól braciszku, że sam zdecyduję z kim się będę spotykał. Przypominam ci że jesteś ode mnie młodszy... - Przerwałem pisanie. Nie musiałem się odwracać, już i tak doskonale znałem ten głos, rozpoznałbym go wszędzie.
          - To znowu...
         - Tak, to znowu ja. Chyba nie myślałeś, że tak łatwo się mnie pozbędziesz?
         - Jakżeby znowu... Po co wróciłeś?
         -  Nie rozgościłeś się tutaj za bardzo? Ten dom należy do nas obu jakbyś zapomniał.  - Damon uporczywie droczył się ze mną. Nie mogłem patrzeć jak strzela sarkazmami i pewnością siebie. Teraz role się odwróciły, ja dobry on zły. Kto by pomyślał?
         - Czyli co? Chcesz tu zamieszkać? - Mój głos przybrał kpiący ton.
         - Tak się składa, że nie mam żadnych planów na najbliższy czas... Z racji, że jestem dobrym wampirem nie zahipnotyzuję nikogo, aby mnie przenocował.
          - Dobrze wiem, że nie chodzi ci o braterską wizytę Damon. Chcesz czegoś innego... Elenę.
         - Ta dziewczyna i tak jest już skazana na śmierć. Znasz historię. Pierwotni będą ją ścigać tak jak niegdyś Katherine.
        - Nie, jeśli nikt się o niej nie dowie... - Popatrzyłem na brata, który rozłożył się, w niegdyś swoim ulubionym brązowym fotelu. Zdążył już nalać do szklanki burbona. Ta jego pewność siebie była dla mnie niesamowicie uciążliwa w tym momencie.
        - Jest już za późno. Gdy wywiozłem Elenę do ruin naszego domu myśląc, że to Katherine Pierce, Rose odkryła o co chodzi. Dla wolności zrobi wszystko. Z tego co wiem, Elijah jest już w mieście i właśnie w tej chwili je kolację z Eleną. - Serce podeszło mi do gardła. Nie chcąc słuchać więcej brata, wampirzym tempem wybiegłem z domu. Usłyszałem tylko jeszcze wołania Damona
         - Nie masz szans. Klaus i tak ją znajdzie.

~~~*~~~

     Caroline włócząc się bez celu po mieście spoglądała jak pary spacerują po alejach parku. Buty zaczynały już ją obcierać, ale nie chciała wracać teraz do domu.  Siadła na jednej z ławek, lekko wilgotnej od popołudniowego deszczu. Dopiero teraz do oczu napłynęły jej łzy. W tej chwili mogłaby spędzać świetny wieczór w towarzystwie Tylera, ale to oczywiście za wielkie szczęście dla niej. Ukradkiem spojrzała na mężczyznę, siedzącego na ławce obok. Z powodu panującej wokół ciemności nie widziała dokładnie twarzy. Dopiero gdy podniósł się z miejsca i podszedł bliżej, wysoka uliczna latarnia oświetliła zarys jego twarzy. Care otarła wierzchem dłoni łzy i odwzajemniła jego uśmiech. Mężczyzna o jasno brązowych włosach z lekkim zarostem na twarzy stał teraz dokładnie naprzeciwko blondynki.
         - Mogę się dosiąść? - Wysoki brunet wskazał dłonią miejsce obok Caroline. Dziewczyna niemal niezauważalnie przytaknęła głową.
         - Jak ci na imię? - Jego piękny, brytyjski akcent przyprawił blondynkę o szybsze bicie serca.
         - Jestem Caroline. - Dziewczyna choć na chwilę była myślami przy czymś innym, niż przy Tylerze. Skupiła całą swoją uwagę na przystojnym mężczyźnie obok niej i poufnie obserwowała jego intrygującą twarz.
         - Miło cię poznać Caroline. Jestem Klaus.



***
    Rozdział dodaję bardzo późno :( Bardzo Was przepraszam. Miałam teraz bardzo dużo na głowie, dopiero jak oceny już wystawione mam trochę czasu. Tak jak obiecałam są i Pierwotni :D Mega mnie to cieszy, bo jest to mój ulubiony wątek w serialu *.* Mam nadzieję, że oceny już poprawione? :* Zachęcam do zostawienia komentarza. Podczas wakacji planuję więcej pisać. Więc rozdziały będą dodawane szybciej :) Co do nowego posta... Do dwóch tygodni powinien się pojawić. Nie chcę też niczego obiecywać, bo nie wiem jak wena będzie mi sprzyjać :D 
Tęsknicie już za nowymi odcinkami TVD? Ja bardzo :( 

Czytasz = Komentujesz
     

niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 9


"To nie jest zwykła biżuteria"

 

  Obudziło mnie głośne pukanie do drzwi. Mrużąc jeszcze powieki, na skutek oślepiających promieni słońca wpadających przez okno do mojego pokoju dostrzegłam, że Stefana już nie ma. Założyłam jasno niebieski szlafrok i zeszłam na dół. Jenna wciąż nie wróciła, co zaczynało mnie niepokoić. Ktoś pukał tak mocno, że dom aż podskakiwał. Przed drzwiami stała siostra mojego byłego chłopaka. Koszulkę miała całą w strzępach, nadającą się już tylko do  wyrzucenia. Czuć było od niej wódkę, a gałki oczne były całe zaczerwienione od narkotyków.
          - Co ty...
         - Jerremy! On... Nie żyje. -  Vicki cała we łzach objęła mnie mocno. Grunt zawalił mi się pod nogami. Z początku nawet nie docierało do mnie to co powiedziała narkomanka. Dokładnie tak samo jak po śmierci rodziców, gdy Jenna oznajmiła że mieliśmy wypadek. Czułam jak wszystko wokół mnie wiruje. Vicki weszła do środka i zaczęła swoją opowieść.

Godzinę wcześniej...

     Vicki odzyskując siły zauważyła, że Jerremy faktycznie poszedł do domu bez niej. Wściekła na chłopaka, że zostawił ją samą otrzepała się z resztek ziemi na spodniach i ruszyła przed siebie. Z racji, że była już w tej części lasu setki razy, wiedziała jak znaleźć drogę powrotną. Maszerując przez gęste zarośla układała już w myślach co powie Jerremiemu gdy go spotka. Chcąc zadzwonić do Matta i oznajmić, że nic jej nie jest potknęła się przez rozwiązaną sznurówkę adidasów. Parę kroków od niej dostrzegła wyciągniętą ku niej, bezwładna dłoń. Podeszła bliżej.  Zawsze była bardzo odważna, więc zachowała spokój. Będąc już u celu trudno było nie zauważyć kałuży krwi, w której leżał... młody Gilbert. Dziewczyna krzyknęła z przerażenia i uklękła nad ofiarą. Położyła jego głowę na swoich kolanach. Dopiero teraz, powstrzymując łzy zauważyła dwie małe dziurki na szyi, z których ciekły resztki krwi.
          - JERREMY! OBUDŹ SIĘ! - Kula, tkwiąca w gardle dziewczyny sprawiała, ze łamał jej się głos. W głębi duszy wiedziała jednak, że chłopak już nigdy się nie obudzi. Skóra zaczynała już tracić kolor pod wpływem braku krwi w organizmie. Niewiele myśląc biegiem ruszyła do domu chłopaka.
~~~*~~~
      Wysłuchując całej historii Vicki pragnęłam jak najszybciej zobaczyć ciało brata. Wiedziałam, że to będzie najgorszy widok w moim życiu, ale nie mogłam pozwolić na to, by ciało nadal leżało w lesie. Wykręciłam, wciąż drżącymi rękami numer Stefana. Chłopak obiecał, że będzie na nas czekał przed wejściem do lasu. Razem z Donovan w końcu dotarłyśmu na miejsce. Stefan tak jak powiedział, już tam czekał.

~~~*~~~
     Widząc ciało brata, bez życia ułożone na ziemi, nie mogłam powstrzymać łez. Cały obraz pod ich wpływem zacierał się. Salvatore objął mnie czule, a ja wtuliłam się w jego ramiona. Stefan zmienił wyraz twarzy, gdy Vicki chwyciła martwego chłopaka za dłoń, Stef dostrzegł na jego prawej dłoni pierścień. Ojciec Gilbertów zawsze powtarzał, że to pamiątka rodzinna i synowi nie można go pod żadnym pozorem ściągać, ponieważ błyskotka jak to się wyraził "miała zawsze chronić go przed złem demonów". Wtedy jeszcze  nie miałam pojęcia jaką ma moc a ojca uznaliśmy za wariata.
          - Skąd ma ten pierścień?! - Wampir podszedł bliżej chłopaka i uważnie obejrzał podarunek Graysona, ojca Jerremiego. Nie kryjąc zdziwienia, ale oczywiście też ulgi wydusił tylko:
          - Chłopak będzie żył. - Nie wiedząc co miał na myśli,  wciąż nie potrafiłam powstrzymać łez. Stefan opuszkami palców przetarł je z policzków szepcząc jej mi ucha, że wszystko będzie dobrze. Vicki wciąż nie mogąc wydusić z siebie żadnego słowa siedziała tylko na drewnianej kłodzie, wciąż łkając. W głębi duszy wiedziała, że to wszystko jej wina. Gdyby tylko nie zaciągnęła przyjaciela tej nocy do lasu... Poczucie winy nie dawało jej spokoju.

     Jerremy zaczerpując powietrza, w końcu otworzył oczy. Wszystko wyglądało tak jak zapamiętał. Widząc,że odzyskał przytomność Przytuliłam się do niego jak najmocniej umiałam.
          - Jak się czujesz?! - Wciąż nie mając pojęcia jak to się stało, otrzepywałam czule brata z ziarenek piasku. W tej chwili nie obchodziło mnie "Jak". Liczyło się tylko to, że mój jedyny brat nadal zemną jest.
         - Czuję się... dziwnie. Boli mnie szyja. Zaatakowało mnie jakieś przedziwne stworzenie. Z kłami i przerażającymi oczyma... Bredziło coś, że... jesteś jego bratem. - Jerr przesunął wzrok na Stefana, a na jego twarzy malował się strach. W tej chwili wiedziałam już kto był zdolny do tak paskudnego czynu. Wymieniłam ze Stefanem ukradkiem spojrzenia. Z jego twarzy można było wyczytać, że on również wie.
          - Damon.

~~~*~~~

Cztery dni później...

     Drogi pamiętniku...
To co dzieje się ostatnio w moim życiu, jest nie do opisania. W niczym nie przypominam już tej smutnej sierotki, złej na cały świat. Jestem pewna, że mama tego właśnie by  chciała. Wszystko zawdzięczam Stefanowi. To on wniósł do mojego życia tyle... radości? Z pewnością nie można tego tak nazwać. Nie mam pojęcia, co stałoby się gdyby Jerremy również mnie opuścił. Dzięki pierścieniowi odzyskał życie. Zawsze uważałam, że mój tata jest szalony...  Teraz chyba okazuje się, że cały świat taki jest. Czy to co tak często opowiadał nam o demonach świadczyło o tym, że wiedział o wampirach? Tego  nie dowiemy się już nigdy.
Stefan opowiedział mi o magicznej mocy pierścienia. "Magicznej". To właśnie doskonałe słowo opisujące moje życie. Czuję, że narodziłam się na nowo. Moim przeznaczeniem było poznanie Stefana. Jerremy zaczął spotykać się z Vicki. Oboje podjęli decyzję o leczeniu i wydostaniu się z nałogu. Ja spędzam coraz więcej czasu ze Stefanem i muszę przyznać, że coraz bardziej mnie zaskakuje. Jenna wróciła do domu cała i zdrowa, a moje obawy? Zostały na szczęście tylko obawami. Wszystko wydawało się układać świetnie, jedynym problemem nadal jest Damon. Od czasu wypadku nikt o nim nie słyszał, ale ja wiem, że ciągle gdzieś tu jest. Jestem pewna, że Stefan również o tym wie. Nie chce mnie martwić. 
Kto może być jego następną ofiarą...?
 Równie dobrze może to być Jenna, albo moi przyjaciele, ktoś mi bliski. Nie mogę pozwolić na to, by jeszcze kogoś skrzywdził...


VIDEO <-- KLIK

     Stefan odwiedził mnie następnego dnia. Z racji, że Jenna była na dole zamknęliśmy się w moim pokoju.
          - Jakieś wieści o Damonie? - Stefan ciągle obwiniał się za to, co spotkało mojego brata. Twierdzi, że jeśli nie pojawiłby się w mieście nikomu nie groziłoby niebezpieczeństwo.
          - Przyniosłem coś dla ciebie... - Steff wyjął z kieszeni skórzanej kurtki małe czarne pudełeczko.
          - Wiem jak bardzo obawiasz się mojego brata. Dlatego przyniosłem ci to... - W pudełku znajdował się srebrny wisiorek, widać było że bardzo stary. Mimo, że już lekko zardzewiały, był piękny. Breloczek w kształcie koła, w którego środku można było zauważyć wyryte zawijasy.
     Trzymając go w dłoni przeglądałam z każdej strony. Z tyłu widniały lekko już nie wyraźne inicjały:  R.M
          - Do kogo należy naszyjnik? - Oczywiste dla mnie było, że to na pewno jakiś antyk noszony zapewne od pokoleń.
          - Mam sto pięćdziesiąt dwa lata... Dużo podróżowałem. W latach dwudziestych znalazłem go w barze. Nie wiem do kogo należał. Werbenę można umieszczać w napojach, bądź biżuterii. - Dopiero teraz zauważyłam, że naszyjnik pięknie pachnie.
         - Czyli teraz... - Salvatore dokończył za mnie:
        - Damon nie może cię zahipnotyzować, każdy inny wampir również. - Dobrze wiedziałam, że mówił o sobie. W głębi duszy i tak byłam przekonana, że nigdy tego nie zrobił, ani nie zrobi.
          - Mógłbyś pomóc mi go  założyć? - Odgarnęłam rękoma pasma włosów, a chłopak przewinął przez szyję piękny wisiorek. W końcu oderwałam wzrok od odbicia w lustrze, spoglądając teraz w jego idealne, zielone oczy, poufnie zerkając na wiśniowe, jędrne usta chłopaka.
Delikatnie musnęłam wargami jego usta. Poczułam się niemal bezwładna pod dotykiem jego rąk. Oddech stawał się szybszy, a rytm serca przyśpieszał. Po raz pierwszy całowałm się ze Stefanem, teraz wiedziałam, że nie ostatni. W głębi duszy czułam, że to on jest tym jedynym... Tylko na jak długo? On jest wampirem, nigdy nie umrze, ale ona? Wystarczyłby tylko jeden nie szczęśliwy wypadek i już nigdy by się nie zobaczyli. Ile to szczęście jeszcze może trwać? Z czasem zacznie siwieć, na jej twarzy pojawią się zmarszczki. Teraz jednak nie potrafiłam o tym myśleć. Marzyłam, aby ta chwila z nim nigdy się nie skończyła...

***
     Rozdział dodaję wcześniej niż planowałam, ponieważ miałam trochę więcej czasu w tym tygodniu. Wena nie za bardzo sprzyjała podczas pisania tego posta, ale mam nadzieję, że Wam to wynagrodzę w kolejnym rozdziale. Zdradzę Wam mały spoiler...
Dziesiąty rozdział, będzie nosił tytuł...

"Pierwotny"!

Wszyscy się domyślacie zapewne co to oznacza :D, Jak myślicie kto będzie pierwszym pierwotnym pojawiającym się na moim blogu? Zachęcam do zostawienia komentarza pod postem. Nowy rozdział mam już zaczęty więc myślę, że do tygodnia się pojawi. Pozdrawiam :*