Pogrzeb
- Elena. Tak się cieszę, że już wróciłaś!
- Tak, ja też.
- Bardzo mi przykro z powodu twoich rodziców. Dlaczego zawsze to spotyka tak wspaniałych ludzi? Miranda i Grayson tak wspaniale spisywali się w klinice. Miasto zawsze będzie o nich pamiętać.
- Nam też nie jest teraz łatwo. Będziemy musieli pomyśleć co będzie dalej z przychodnią.
- Moja siostra właśnie skończyła studia medyczne. Może będzie zainteresowana chociażby wynajmem. Porozmawiam z nią jutro.
- Nie myśleliśmy jeszcze o tym. Na razie nie mamy do tego głowy. - Odpowiedziałam nieco zmęczona rozmową.
Pani Sharrif zawsze była wielką plotkarą. Lubiła o wszystkim wiedzieć. Nieraz dokładała też swoje pięć groszy. Jednak miło z jej strony, że chciała pomóc.
- Rozumiem. No cóż, gdy podejmiecie decyzję dajcie znać. Zaplanowaliście już datę pogrzebu?
- Spytała zaciekawiona.
Od momentu śmierci rodziców "pogrzeb", był chyba najgorszym słowem jakie znałam. Nie chciałam nawet zastanawiać się jak będzie wyglądał. Marzyłam aby jak najszybciej wejść do domu i przywitać się z Jerremym, więc powiedziałam sąsiadce, że musimy się już zbierać. Jenna wyciągnęła z bagażnika zakupy, które zrobiła rano. Znajoma pożegnała mnie i Jennę i przeszła na drugą stronę ulicy.
- O czym rozmawiałyście? - Spytała zaciekawiona ciocia.
- Wiesz jaka Ona jest. Zawsze jej wszędzie pełno. Pytała jak się czujemy i kiedy pogrzeb.
- Byłam dziś rano w kościele. Rozmawiałam z biskupem. Na sobotę rano jest wolny termin. Do tego czasu musimy załatwić wszelkie formalności.
- W sobotę? Przecież to za 4 dni.
Nie wiedziałam, czy jestem na to gotowa. Cały świat się dla mnie zmienił. Dotychczas byłam tylko na jednym pogrzebie. Miałam wtedy bodajże dziesięć lat.
- Wiem. Dlatego musimy wziąć się w garść i wszystko załatwić. Nie będę wciągała w to Jerremiego, nie chcę jeszcze bardziej go załamywać. - Powiedziała z troską.
- Spokojnie. Poradzimy sobie same. Jutro napiszę do najbliższych konkretne informacje dotyczące pogrzebu. - odparłam.
Jenna zamknęła samochód i wyjęła klucze z domu. Weszłyśmy na werandę. Zakupy położyłam przed drzwiami. Gdy drzwi się otwarły poczułam znajomy zapach drewna. Wszystko wyglądało dokładnie tak samo jak sprzed dnia wypadku. Rozebrałam buty i weszłam do jadalni. Pierwsze co przykuło moją uwagę to wielki portret naszej rodziny wiszący nad drzwiami. Wszyscy byliśmy tacy szczęśliwi. Pamiętałam dokładnie dzień gdy robiliśmy to zdjęcie. Do oczu napłynęły mi łzy. Gdy ciocia zobaczyła moją reakcję podeszła do mnie i mocno się w nią wtuliłam. Łzy ciekły jedna po drugiej. W gardle czułam ogromną kulę przez co nie mogłam nic z siebie wydusić.
Usłyszałam jak ktoś schodzi po schodach.
- Jerremy? - Zawołałam cicho.Oczy miał całe zaczerwienione od płaczu. Włosy rozczochrane na wszystkie strony. Serce krajało mi się jak na niego patrzałam.
- W końcu jesteś. -Powiedział z nutą smutku w głosie.
- Tak. Teraz będziemy razem.
- Nie chcę tak żyć Eleno. Chcę żeby było tak jak dawniej. Musi być!
- Uporamy się z tym. Będzie ciężko ale nie możemy się poddać. Z czasem smutek minie. Jestem pewna. - Objęłam go mocno i wyszeptałam do ucha jak bardzo go kocham.
Dlaczego akurat nas musiało to spotkać?
~~~*~~~
- Matt. Dobrze, że Cię widzę. - Westchnęła Caroline. Wesoła, śliczna blondynka. Jedna z najlepszych przyjaciółek Eleny.
- Cześć Care. Nie mam ochoty rozmawiać teraz o Elenie. - Odpowiedział ozięble.
- Widziałeś się z nią?
- Byłem u niej w szpitalu. Dziś już jej nie zastaniesz. Wróciła do domu.
- Odwiedzę ją dziś po szkole. Chcesz iść ze mną?
- Raczej będzie bardziej cieszyła się tylko na twój widok.
Zdezorientowana Caroline nie wiedziała co powiedzieć. Zdziwiło ją nieco zachowanie Matta, ale nie chciała się wtrącać. Zazwyczaj wiedziała wszystko o wszystkim i wszystkich.
Równo o dziewiątej zadzwonił dzwonek na lekcje. Care zamknęła za sobą szafkę na książki i ruszyła w kierunku sali od historii. Szkoła, była duża ściany ozdobione dyplomami zdobytymi przez uczniów. Korytarze opustoszały. Uczniowie weszli do swoich sal lekcyjnych.
- Witam. Dziś zajmiemy się wojną secesyjną. Otwórzcie podręczniki na stronie sto szesnastej. - Powiedział nauczyciel historii. - Pan Tanner. Zgorzkniały, w średnim wieku. Nigdy nie był zbyt lubiany przez uczniów. Właściwie to budził w nich ogromny stres. Sala była praktycznie pełna. Brakowało jedynie Eleny i Bonnie się gdzieś zapodziała.- Czy wy w ogóle macie jakiekolwiek pojęcie o tym czasie historycznym?
Caroline rozejrzała się po klasie. Wszyscy wpatrzeni w podręcznik, szukający odpowiednich informacji. Ona raczej nie należała do najlepszych uczniów, jeśli chodzi o naukę.
Do sali nagle wpadła Bonnie. Po jej twarzy widać było, że jest bardzo zdenerwowana.
- O kogo tu przywiało... - Zwrócił złośliwą uwagę nauczyciel.
- Przepraszam panie Tanner. Już zajmuję miejsce. - Bonnie była ciemnoskórą brunetką. Nie była tak atrakcyjna jak Caroline. Właściwie nie przejmowała się takimi rzeczami jak fryzura czy makijaż. Uchodziła raczej za chłopczycę. Jej mama wyjechała z miasta, gdy była niemowlęciem. Więcej jej nie widziała. Ojciec natomiast nie specjalnie wczuwał się w swoją rolę, więc dziewczyna mieszkała z babcią. Była przez to wyśmiewana. Wszyscy głupio drwili z jej babci, która zajmuje się magią. Twierdzi, że czuje jak świat wokół do niej przemawia. Przez to nie miała opinii najnormalniejszej w Mistic Falls.
- Gdzie byłaś tak długo? Czekałam z dwadzieścia minut w Grillu na Ciebie.
Mistic Grill to najlepsza knajpka w mieście, zawsze przychodzi tam mnóstwo ludzi z całego miasta. Przynajmniej raz w tygodniu organizują wielkie imprezy, na które zawsze z chęcią chodziłam.
- Zaspałam. Miałam koszmar. Śniło mi się, że w naszym mieście wydarzy się dziś coś złego, a gdy biegłam do szkoły, zobaczyłam ukradkiem w gazecie, że doszło do kolejnego napadu zwierzęcia. Tym razem na młode małżeństwo. To już drugi taki atak w tym tygodniu. - Wydyszała zmęczona biegiem do szkoły.
- Nie przesadzaj. To tylko zbieg okoliczności. Sama mówisz, że to był napad zwierzęcia. Takie wypadki się zdarzają. - Z irytacją odpowiedziała jej przyjaciółka.
- Ciała, były całkowicie wyssane z krwi. Dobrze wiesz co ostatnio powiedziała mi babcia. Nie jesteśmy normalną rodziną. To co o niej mówią to nie tylko głupie docinki.
- Twoja babcia jest lekko mówiąc trochę stuknięta. Naopowiadała Ci bzdur o czarownicach i tej całej magii a ty wbijasz sobie teraz do głowy jakieś niestworzone historie.
- Dziewczyny! Przeszkadzam wam w czymś?! - Zirytowany pedagog podszedł do stolika dziewczyn.
- Przepraszamy. - Bonnie odwróciła się w kierunku tablicy.
- Nie ma żadnego przepraszam. W tej chwili do odpowiedzi.
~~~*~~~
Jenna czekała na nas na dole. Włosy miała upięte w kok. Ubrała tak jak ja czarną sukienkę i buty na obcasie.- Jerremy już schodzi. - Powiedziałam tylko po czym poszłam do kuchni po szklankę wody.
- Musimy się pośpieszyć. Zaraz rozpocznie się msza.
Serce dudniło mi jak oszalałe. Czegoś takiego jeszcze nie czułam. Chciałam żeby było już po wszystkim.
Gdy Jerr zszedł na dół ruszyliśmy do wyjścia. Nie rozmawialiśmy ze sobą za wiele. Jenna rzuciła tylko ,,no to w drogę".
Dotarliśmy do kościoła. Ukradkiem zobaczyłam jak Matt spogląda na mnie. Było to nasze pierwsze spotkanie od czasu zerwania. Bonnie i Caroline zajęły już chyba miejsce w kościele bo nigdzie ich nie widziałam. Ludzie podchodzili do mnie i mówili jak im przykro. Byłam tym już odrobinę zmęczona. Msza szybko się skończyła. Przy ołtarzu na małym stoliku stało zdjęcie mamy i taty. Patrząc na nie wracały wszelakie wspomnienia. Nie dawałam tego po sobie poznać, ale miałam wrażenie, że zaraz eksploduję i wybiegnę z kościoła. Wszyscy na mnie patrzyli. Był to chyba najgorszy dzień w moim życiu. Bynajmniej gorszego sobie nie wyobrażałam.
Rodzice byli lekarzami, więc na pogrzeb przyszło bardzo dużo ludzi. Większości nawet nie znałam. Na cmentarzu każdy po kolei kładł kwiaty na grób. Gdy ludzie zaczęli się rozchodzić zrobił się tłok. Jakiś mężczyzna przypadkiem popchnął mnie a ja straciłam równowagę i upadłam na trawę.
- Cholera. Czy Ci ludzie są ślepi?! -Doszedł mnie głos.
Odwróciłam się, by zorientować się do kogo należał. Tuż za mną stał młody chłopak. Wyciągał rękę w moją stronę i pomógł wstać.
- Dziękuję. - Ledwo co wydusiłam z siebie. Przystojniejszego chłopaka chyba nigdy nie widziałam. Na oko miał około siedemnaście lat. Nie dało się nie zauważyć, że był bardzo blady. Zielone oczy, włosy koloru brudnego blondu. Delikatny zarost dodawał mu męskości. Ubrany był w garnitur, więc zdecydowanie przyszedł na pogrzeb. Serce waliło mi jak głupie. Byłam raczej nieśmiała i nie wiedziałam co powiedzieć.
- Bardzo dużo ludzi przyszło na pogrzeb twoich rodziców...- Skąd ty...
- Jestem Stefan. - Chłopak przedstawił się.
- Elena. - Odpowiedziałam szybko i przeczesałam włosy ręką.
- Piękne imię. - Powiedział z uśmiechem.
Czułam, jak się rumienię. Odwróciłam wzrok i spojrzałam na dwie trumny stojące niedaleko.
- Przykro mi z powodu wypadku. Moi rodzice także nie żyją. - Z troską chciał mnie jakoś pocieszyć.
- Właściwie, co tutaj robisz? Znałeś ich?
- Podobno byli lekarzami. Moja babcia zawsze przychodziła do nich z każdym problemem. Byli wspaniałymi ludźmi z tego co słyszałem. Chciała tutaj przyjść, ale źle się poczuła. Stwierdziłem, że sam przyjdę.
- Miło z twojej strony. Uśmiechnęłam się przyjaźnie. Chyba pierwszy raz od czasu wypadku. Dopiero teraz zorientowałam się, że z mojej dłoni cieknie krew. Musiałam upaść na jakiś kamień, gdy się potknęłam.
Gdy odwróciłam się znów w stronę chłopaka, zauważyłam że zniknął. Bez pożegnania, zupełnie jakby rozpłynął się w powietrzu...
Dziewczyno, ja Cię błagam, nie kończ w takim momencie! Już czekam na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńPisz dalej! ciekawa jestem następnego rozdziału :D @Merry2331
OdpowiedzUsuńNiesamowity drugi rozdział ;) czekam NIECIERPLIWIE na kolejny :D
OdpowiedzUsuńno nooooo, jak w komentarzu 1 proszę nie kończ tak !!!! Bo ciekawość wszystkich zżera :) Świetny rozdział, pisz dalej bo nie tylko ja chcę poznać co bd dalej :*
OdpowiedzUsuńno nooooo, jak w komentarzu 1 proszę nie kończ tak !!!! Bo ciekawość wszystkich zżera :) Świetny rozdział, pisz dalej bo nie tylko ja chcę poznać co bd dalej :*
OdpowiedzUsuńSuper, będziesz pisarką *.* :*
OdpowiedzUsuńChujowy blog 2/10
OdpowiedzUsuń