Czarownice
Katherine? Imię od razu przypomniało mi o Stefanie. Wspominał o niej na imprezie, ale jak mogłam zostać z nią pomylona? Nic z tego nie mogłam zrozumieć
- Przecie Katherine nie żyje! - Na twarzach moich prześladowców malowało się zdziwienie.
- Coś tu faktycznie jest nie tak... - Na twarzy Rose nie można było wyczytać niepewność.
- Stefan opowiadał mi o Katherine. Była jego dziewczyną. - Damon parsknął śmiechem.
- Dziewczyna? Nie rozśmieszaj mnie. Zawsze byłaś świetną kłamczuchą. Naprawdę sądzisz, że nabierzemy się na te twoje żałosne gierki?
- Damonie, faktycznie coś tu nie gra. - Rose podeszła jeszcze bliżej mnie. Głowę zniżyła do poziomu mojej szyi. Od razu dostrzegła, że jestem przerażona i cała drżę. - Człowiek...
- Rose co ty wygadujesz. Dobrze wiesz, że wampiry nie mogą powrócić do ludzkiej postaci. - Salvatore nieco rozkojarzony bacznie mnie obserwował.- Popatrz na nią. Cała się trzęsie, zaróżowione policzki, bicie serca. Słyszę, jak krew pulsuje jej w żyłach.
- Jestem Elena! Elena Gilbert. - Miałam dość tego całego przedstawienia. Wolałabym nigdy nie poznać Stefana i nie wiedzieć o tych całych wampirach. Żyć swoim dawnym życiem.
- Sobowtór. - Rose wytrzeszczyła na mnie oczy. Damon również nie krył zdziwienia. Zapanowała chwila ciszy.
- Katherine była ostatnia. Po przemianie w wampira, i śmierci całej rodziny nie mógł narodzić się nowy sobowtór.
- Oczy mnie nie mylą Damonie. W końcu będę wolna...
~~~*~~~
Do drzwi rozległo się pukanie. Jerremy wstał rozkojarzony z łóżka i otworzył drzwi.
- Caroline. Eleny nie ma. Co ty tu robisz tak wcześnie?
- Jak to? Wyszła z imprezy jeszcze przed północą, powinna być już domu...
- Na pewno zatrzymała się u Bonnie.
- We dwie zawsze najlepiej się bawią. - Care nieco się zirytowała. Zawsze twierdziła, że Elena i Bonnie wolą spędzać czas tylko w swoim towarzystwie.
- Nawet tak nie mów. Może wejdziesz i napijesz się herbaty? Opowiesz mi o wszystkim.
- Mam wyżalać się młodszemu bratu mojej przyjaciółki? W sumie czemu nie. Jesteś chyba jedyną osobą, która chociażby się mną zainteresowała. - Caroline zamknęła za sobą drzwi i ruszyła za Jerremym na górę, do jego pokoju. Jena po ciężkim dniu w pracy spała jak zabita. Niezauważeni przeszli przez jej sypialnię.
W pokoju panował okropny bałagan. Na ścianach wisiały plakaty ulubionych zespołów chłopaka. Blondynka rozsiadła się wygodnie na łóżku i zmarznięta otuliła kołdrą.
- Musi ci być bardzo zimno... Całą noc szwendałaś się po mieście? I to jeszcze w takim ubraniu? - Po policzku dziewczyny polała się słona łza.
- Miałam wracać do domu po tej całej akcji z Lockwoodem, ale mama od razu zaczęłaby się wypytywać.
- Lockwoodem? Nie mów mi tylko, że ty też na niego lecisz... - Gilbertowi przed oczami stanął obraz Vicki i Taya całujących się za szkołą. Zaciekawiony usiadł obok dziewczyny i zaciekawiony prosił by mówiła dalej.
- Myślę, że nie powinnam z tobą o tym rozmawiać. Tayler jest zwykłym frajerem. Zamiast mnie wolał się zabawić z tą całą Vicki czy jak jej tam. - Więc chodziło o tą sprawę sprzed szkoły. Jerremy liczył na to, że jego nowa znajoma jednak nie da się omotać jakiemuś mięśniakowi. Caroline objęła Jerremiego i ułożyła się wygodnie. - Jestem już bardzo zmęczona. Mogłabym dziś się tu zdrzemnąć? - Jerremy przytaknął. Może nie dał tego po sobie poznać, ale po raz pierwszy był tak blisko z jakąś dziewczyną. Nieco onieśmielony przewrócił się na drugi bok i z zachwytem obserwował urodę blondynki.
~~~*~~~
Bonnie! Pomóż mi. - Przed oczami przyjaciółki stała Elena, związana linami, drżąca ze strachu.
- Gdzie jesteś? Jak mam cię uwolnić?
- Twoja babcia. Ona powie ci co masz robić...
Przestraszona dziewczyna otworzyła oczy. Znajdowała się w swojej sypialni. Wszystko było na swoim miejscu. Nieświadoma niczego co dzieje się z Eleną, wyszła z pokoju by przyszykować się do szkoły.
- Babciu. Mogę cię o coś spytać? - Sheila robiła dla wnuczki śniadanie. Jej gęste kręcone włosy sięgały ramion. Karnację Bonnie z pewnością odziedziczyła po niej. Ciemna skóra, jej nieco już pomarszczona.
- O co chodzi? - Babcia siadła z wnuczką przy stoliku w jadalni.
- Miałam sen... Tyle, że bardzo realistyczny. Była w nim Elena. Przerażona siedziała w jakimś pomieszczeniu. Mówiła, że tylko ty możesz pomóc mi ją wydostać.
- Czarownice mają niezwykłą siłę. Przez sen zazwyczaj są o czymś informowane. O czymś co ma związek z koniecznością użycia czarów. Jesteś już na tyle dorosła, że możesz w końcu dowiedzieć się o swoim pochodzeniu. - Babka wstała od stołu i przeszła do salonu. Wróciła z grubą, zakurzoną książką. Miała chyba ze sto lat.
- Tylko nie to. Znowu te twoje pogadanki o czarach? - Dziewczyna nie pierwszy raz rozmawiała na ten temat z babcią. Traktowała to raczej jako głupie żarty, ale po tej nocy i powadze babci postanowiła wysłuchać jej do końca.
- Popatrz tylko... - Staruszka zamknęła oczy. Świeca stojąca na stole w jednej chwili, bez użycia ognia zaświeciła się i oświetliła całe pomieszczenie. Bonnie ze zdziwienia nie umiała wydusić z siebie żadnego słowa. Babka otwarła oczy.
- Chwyć mnie za rękę. - Sheila wzięła rękę swojej wnuczki i znów pogrążyła się w skupieniu. Bonnie czuła jak jej ciało przeszywa energia, moc. Przymknęła oczy. Czuła się jak w niebie. Wszystko dookoła ucichło. Była skupiona tylko na tej potężnej mocy, którą ma w sobie. Wspaniałe uczucie. Mogła poczuć się silna. Miała władzę nad wszystkim. Połączenie urwało się. Dziewczyna otworzyła oczy. Jej zwyczajny świat znów wrócił.- Babciu! Pozwól mi jeszcze raz to poczuć. To... niesamowite.
- Nie muszę ci pomagać. Gdy uwierzysz, sama będziesz mogła to zrobić. Jesteśmy czarownicami Bonnie. To twoje przeznaczenie.
~~~*~~~
- Jak to? Nie ma jej w szkole?
- Po wczorajszej imprezie trochę się... pokłóciliśmy. Miałem nadzieję, że z nią porozmawiam dziś w szkole.
- Nie mam teraz zajęć, pojadę do jej domu sprawdzę co się stało.
- Pozwolisz, że pojadę z tobą? - Wyraz twarzy Stefana, na prawdę wskazywał na to, że martwi się o swoją przyjaciółkę. Właściwie czy przyjaźń to właściwe słowo?
- Nie ma sprawy. W takim razie chodźmy po samochód.
- Oby tylko była w środku. - Bonnie mając nadzieję, że jej nocny koszmar, był tylko złym snem zapukała do drzwi.
- Caroline?! Przyszłaś do Eleny? Powinnyście już dawno być na zajęciach.
- Nie udawaj Bon, dobrze wiem że na pewno spędziła noc u ciebie. - Za plecami Care pojawił się Jeremy.
- Moja siostra nie spała dziś w domu. Byłem pewien, że nocuje u ciebie, tak też powiedziałem ciotce.
- Gdzie ona do diabła się podziewa? - Blondynce było nieco głupio, że od razu naskoczyła na Bonnie. Co jeśli Elenie grozi niebezpieczeństwo?
- Bonnie? Wszystko gra? - Stefan potrząsnął delikatnie dziewczyną. Wyglądała jakby była w jakimś transie.- Stefan, muszę ci coś powiedzieć. Miałam dziś w nocy sen. Elena prosiła mnie i moją babcię o pomoc. Słyszałam tylko jak mówi jakieś imię. Damon. - Młodszy brat już wcześniej miał złe przeczucia. To jego sprawka... Wszystko co złe jest zawsze przez niego.
- Musimy czym prędzej znaleźć twoją babcię Bonnie.
- Jest w domu. Myślę, że znajdzie dla nas chwilę. Caroline damy wam znać gdy się czegoś dowiemy,nie martwcie się na zapas. - Bonnie i Stefan wsiedli do samochodu.
- Jesteś czarownicą prawda? - Stefan nie dość dyskretnie zadał pytanie Bonnie.
- Co ty wygadujesz... Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy? - Z rozbawieniem Bonnie nie dała po sobie nic poznać.
- Słyszę twoje serce, gdy kłamiesz przyśpiesza. Możesz mi ufać. Nikomu nie zdradzę twojej tajemnicy, liczę na to, że ty mojej również. - W tym momencie chłopak wysunął swoje przerażające kły. Jego oczy zmieniły wyraz. Czarownica wydała z siebie cichy krzyk.
- Kim ty jesteś?! Wyglądasz jak...
- Wampir? Nie bój się. Nie tylko ty zwariowałaś. Teraz najważniejsze jest to by znaleźć twoją przyjaciółkę. - Co za dzień. Najpierw czarownica teraz wampir. Stefan zatrzymał pojazd, a Bonnie szybko popędziła do drzwi domu.
- Ty już po lekcjach? - Sheila niczego nie świadoma uśmiechnęła się i gestem kazała wnuczce wejść do środka. Za nią pojawił się Stefan.
- Witaj Sheilo. Trochę czasu upłynęło od naszego ostatniego spotkania.
- Stefan?! Ostatnim razem cię widziałam gdy bawiłam się jeszcze w piaskownicy. Co cię sprowadza? - Staruszka wytrzeszczyła oczy. Bonnie wcale nie była mniej zdziwiona...
- Potrzebujemy twojej pomocy. Elena zniknęła. Ten sen... to ostrzeżenie. Powiedz, że wiesz jak nam pomóc. - Wtrąciła Bonnie.
- Sama nie poradzę już sobie z czarem lokalizującym, czas byś mi pomogła. - Sheila z przekonaniem zerknęła na Bonnie. Dziewczyna weszła do środka i utuliła babcię.- Dlaczego nie wchodzisz?
- Wampiry potrzebują zgody właściciela, by móc wejść do domu. Proszę Stefanie. Od tej pory nasz dom jest dla ciebie otwarty. - Sheila gestem nakazała, by Steff wszedł do środka.
- Ponieważ jesteś głęboko związana z Eleną możesz nawiązać z nią połączenie. Chwyć mnie za rękę. - Babcia wypowiadając jakieś niezrozumiałe słowa, coś w stylu zaklęć ukazała Bonnie obraz.
- Widzę ruiny domu. Został spalony kilkanaście lat temu. W pobliżu cmentarza... Obraz jest nie wyraźny nie znam tego miejsca.
- Wiem gdzie Damon ją zabrał. W przeszłości był to nasz rodzinny dom. - Stefan odetchnął z ulgą.
- W takim razie jedźmy tam. - Bonnie z determinacją już zmierzała do wyjścia.
- Pójdę tam sam. Nadszedł czas, by znów stanąć twarzą w twarz z bratem...
~~~*~~~
- Zabijałeś ludzi. Dlaczego? - Elena wciąż miała skrytą nadzieję, że ktoś jej pomoże.
- Jestem wampirem Eleno. Wampirem. Sądzisz, że będę głodował,albo żywił się zdechłymi wiewiórkami jak mój brat? To żałosne.
- Więc to prawda? Stefan nie krzywdzi ludzi? - Pojawiła się we mnie nadzieja. Nadzieja w to, że Stefan nie jest taki jakim sobie go wyobrażałam jako wampira.
- Teraz jest do niczego. Za to ja... czuję jak przepełnia mnie siła. Mogę z łatwością wejść do twojej głowy, sprawię że zrobisz wszystko co będę chciał. - Wsłuchiwałam się w każde słowo. Jego głos był taki... hipnotyzujący? Sama nie wiem, nie mogłam oderwać od niego oczu. Te jego spojrzenie. Gdy patrzyłam na niego serce od razu przyspieszało. A może to ze strachu? Jakby nie było byłam uwięziona z nie wiadomo ilu letnim wampirem, w jakiejś ruderze, Rose zniknęła gdzieś bez słowa. - Gdzie twoja przyjaciółka?
- Przyjaciółka? Nie żartuj sobie zemnie. Miałem jej pomóc cię dorwać. To miała być taka moja mała... zemsta.
- Na Katherine? - To imię budziło we mnie strach.Wciąż nie rozumiałam dlaczego zostałam z nią pomylona.
- Nigdy nie wypowiadaj przy mnie tego imienia! - Rozwścieczony wampir uderzył pięścią w stół, a jego nadprzyrodzona siła sprawiła, że szkło roztrzaskało się na podłodze.
- Dlaczego tak nie nienawidzisz tej dziewczyny? - Nie mogłam wpaść na żaden pomysł, dla którego Damon chciałby dorwać dawną miłość brata.
- Dlatego, że tak bardzo ją kochałem...

Szczerze..jak zaczęłam czytać twój rozdział to od razu przypomniałam sobie o moim ponieważ, ja mam podobną historię do Ciebie, tylko że ja mam tak że historia od początku do końca opowiada o życiu Caro :3 Co do samego rozdziału to muszę przyznać że był mega ciekawy :) Koniecznie powiadamiaj mnie o nowych rozdzialach :) I mam pytanie czy ty też rozpisujesz to na takie jakby sezony? / @divergentforever16
OdpowiedzUsuńOgólnie to staram się odbiegać nieco od serialu... Nie rozpisuję tego na serialowe sezony :) Będę raczej mieszać wątki z różnych sezonów powstanie jedno :D
Usuńsuper! <3
OdpowiedzUsuńKiedy nowy rozdział? <3
OdpowiedzUsuńMyślę, że ułatwieniem dla Was będzie, jeśli będę dodawała nowy rozdział co sobotę :)
UsuńPrzepraszam, że dopiero teraz dodaję komentarz, bo wcześniej nie miałam czasu przeczytać :'(
OdpowiedzUsuńRozdział fajny, jest Damon, czyli będzie się działo :)
Kiedy kojeny rozdział????
Rozdziały będą dodawane w każdą sobotę :) @Julia Wysz
OdpowiedzUsuńPiękny <3 Damon przybył :D Czekam na kolejny!!!!
OdpowiedzUsuńSupico :) Czekam na kolejny
OdpowiedzUsuń