niedziela, 17 maja 2015

Rozdział 7


Powtórka z historii 

 

       - Kochałeś? Przecież to dziewczyna twojego brata.
          - Brzmi jak w kiepskiej telenoweli prawda? Katherine była niezwykła. Potrafiła omotać każdego. Nikt nie był w stanie jej się oprzeć. Ja poznałem ją pierwszy...
     W roku 1864, gdy stał tu jeszcze nasz rodzinny dom, byliśmy z bratem nierozłączni. Zawsze razem. Gdy doszło do walki Północy z Południem w mieście panowało opustoszenie. Ciała wyssane z krwi... Nikt specjalnie się tym nie przejmował. Każdy był zajęty czymś innym. Wtedy ona przyjechała do miasteczka... Jej służąca Emily była czarownicą. Twoja przyjaciółka jest jej pra pra pra wnuczką. - Gdy Damon opowiadał mi o niej wyobrażałam sobie jakbym tam była. Pogrążona w słuchaniu opowieści zapomniałam o strachu. Chciałam wiedzieć wszystko.
          - Chwila, skąd znasz Bonnie?- Byłam nieco zaskoczona. Przecież Damona znałam zaledwie jeden dzień, a tyle wiedział o moim życiu.
          - Obserwowałem cię już wcześniej. Gdy doszły mnie słuchy, że Stefan znów odwiedził Mistic Falls od razu się domyśliłem, że chodzi o Katherine. Przynajmniej, aż nie zobaczyłem ciebie. Wracając do opowieści... Od razu nabrałem dobry kontakt z Katherine. Od pierwszego wejrzenia wiedziałem, że nigdy  nie pokocham innej kobiety. Jej śmiech... Muzyka dla uszu. 
          - Skoro byłeś w niej taki zakochany dlaczego to twój brat zaczął z nią chodzić?
          - Oprócz tych wszystkich zalet, miała też oczywiście wady. Była samolubna, nieuczciwa i nigdy nie przejmowała się tym co czują inni. Zwodziła zarówno mnie jak i jego. To właśnie nas tak bardzo poróżniło. Niegdyś bracia Salvatore, wspaniali przyjaciele... Od dnia, gdy tylko się pojawiła to był koniec naszej zgody. Walczyliśmy o nią jak o rzecz. Ale czego się nie robi dla miłości? Wkrótce poznaliśmy jej sekret... 
Była wampirem.




 ~~~*~~~
 
     Na korytarzu Caroline natknęła się na Tylera. Było już za późno, aby zawrócić, ale mając nadzieję, że uniknie niezręcznej sytuacji ruszyła przed siebie. 
          - Hej Care. - Tayler jak zwykle nieziemsko przystojny, ubrany niczym na pokazie mody zatrzymał dzieczynę, jakby nigdy nic się nie stało.
          - Czego chcesz? - Caroline nie mogła kryć swojego oburzenia i niechęci do chłopaka.
          - Muszę przyznać, że świetnie się wczoraj bawiłem... Może to powtórzymy? - Blondynce ziemia ugięła się pod nogami. W ułamek sekundy zapomniała o całej tej sprawie i na jej twarzy znów zagościł uśmiech. 
          - Mnie również bardzo się podobało. Co ty na to, aby spotkać się na przykład w piątek? 
          - Może skoczymy do kina? 
          - Świetny pomysł. Słyszałam, że grają nową komedię. 
          - W takim razie zgadamy się jeszcze. - Nachylił się ku Care i pocałował w policzek na pożegnanie. Dziewczyna czuła jak robi się cała czerwona, ale mając nadzieję, że nikt się nie połapie zdążyła jeszcze wykrztusić tylko:
          - No to pa. - Po czym poprawiła ręką swoje, już i tak idealnie ułożone włosy i odwróciła się w stronę sali, gdzie miała zajęcia. Tuż za nią stał Jerremy...

          - Nie mów, że znów dałaś się omotać temu kretynowi. - Chłopak nie krył swojego niezadowolenia. 
           - Słuchaj. Nie tobie się do tego wtrącać. To, że pomogłeś mi i byłeś miły nie znaczy, że musisz mnie teraz pilnować na każdym kroku. Świetnie wiem co robię. - Całej tej sytuacji przyglądała się Vicki. Dziewczyna wyglądała tak samo ślicznie, jak poprzedniego dnia. Miała na sobie ognistą, czerwoną sukienkę, może nie zbyt odpowiednią do szkoły, no ale każdy ma swój styl...
           - Nie chcę, abyś znów cierpiała. Widziałem jaka byłaś smutna... Ten frajer na to nie zasługuje. 
           - Spokojnie, nie będę. To co się stało już się nie powtórzy. Jestem pewna. A teraz muszę już lecieć na historię. Nie wtykaj więcej nosa w nie swoje sprawy. - Care odwróciła się na pięcie i ruszyła korytarzem, teraz już pustym  na lekcje. W głowie miała tylko swoją randkę z Taylerem. Jerremy zażenowany całym zajściem siadł na ławce w korytarzu. Nie miał ochoty wracać na zajęcia. Vicki, która ciągle stała za szafkami i przysłuchiwała sie całej rozmowie podeszła do chłopaka. 
          - Mogę się dosiąść? - Jerr ukradkiem spojrzał na dziewczynę. Jeszcze wczoraj był by zachwycony takim obrotem spraw, ale teraz tylko przytaknął.
~~~*~~~

          - Care to idiotka. - Vicki próbując pocieszyć Jerremiego położyła rękę na jego ramieniu. 
          - Wcale nie jest taka na jaką wygląda. Jest naprawdę super. - Jerremy ewidentnie zadużył się w Caroline. W sumie trudno się dziwić. Była na prawdę śliczna. Vicki nic nie odpowiedziała. W głębi duszy była bardzo zazdrosna. Chciałaby, aby o nią też ktoś tak się troszczył. 
          - Jesteś świetnym facetem Jerr. Nie jedna wiele by dała za takiego chłopaka. 
          - A ty? - Vicki nieco skrępowana nie umiała znaeźć odpowiedniego słowa, by wyrazić co czuje. Jej policzek zalał rumieniec. 
          - Ja... Sama nie wiem. Nie mam teraz głowy do chłopaków. Jaką masz teraz lekcję? - Próbowała zmienić temat. 
          - Angielski. Cartner nieźle się wkurzy, że znów nie przyszedłem na zajęcia.
          - Nie jest chyba aż tak źle...
 Od śmierci rodziców mam same problemy. Mam dość ciotki, albo Eleny. Chciałyby kontrolować moje życie i bawią się w matki. Dlatego ćpie. Wtedy mogę oderwać się od tych wszystkich problemów,chociażby na chwilę. Wszystko jest tak jak przed wypadkiem. - Vicki patrzyła na chłopaka ze zrozumieniem. Ona nawet nie znała swojego ojca. Mama wyjechała do jakiegoś kochanka, nie zostawiając nawet pieniędzy. Miała tylko Matta, swojego brata. Dzięki niemu jakoś się trzymała, jednak było jej wstyd wyżalić się chłopakowi.
          - Nie opłaca się wracać na lekcje. Chodź pokażę ci fajne miejsce. - Donovan wyjęła z kieszeni mały woreczek z białym proszkiem, po czym znów schowała go, tak aby nikt się nie zorientował. 
         - No nieźle, trzeba było tak od razu. - Chłopak pomógł Vicki wstać i ruszyli do wyjścia. 

~~~*~~~

     Wciąż ciekawa historii braci, siedziałam tylko na brudnej podłodze i słuchałam z uwagą, każdego słowa Damona, chcąc zapamiętać każdy szczegół.
               - Rose wspomniała coś, że jestem sobowtórem Katherine... Co to znaczy?
Rozległ się trzask. Do pokoju, jeśli można było tak nazwać to pomieszczenie wpadł Stefan. Swoją wampirzą prędkością rzucił się na Damona. Bracia teraz leżeli na podłodze, a Stefan z drewnianym kołkiem w ręku chciał unieruchomić brata. Ten natomiast, dużo silniejszy, szybszy i zwinniejszy wyrwał kołek z jego ręki i głęboko wbił w brzuch.  
Damon zupełnie jakby wyparował, zniknął z mojego pola widzenia. Teraz zostałam tam tylko ja i drugi Salvatore. Po wielu wysiłkach, w końcu udało mi się rozplątać supły na rękach. Szybko ruszyłam ku chłopakowi i wyjęłam kołek z jego ciała. W jednej chwili zapomniałam o tym czego się dowiedziałam. W jego oczach znów zobaczyłam tego samego chłopaka, którego poznałam na pogrzebie. Wiedziałam, że jest całkowicie bez sił. Przyłożyłam swoją dłoń do jego ust, chcąc by napoił się moją krwią i odzyskał siłę. Poczułam silne ukłucie. Jego kły wbiły się  moją skórę. Pomimo, że w głębi duszy byłam przerażona, wiedziałam że nic mi nie grozi. Nie przy nim. 

          - Dość! Nie mogę więcej. Nie powstrzymam się. - Stefan odsunął  moją dłoń  i zdołał się podnieść. Znów wyglądał normalnie. 
          - Już ci lepiej? - Wiedziałam, że Stefan nie ma żadnych szans z Damonem. Nie pił ludzkiej krwi, która dawała mu siłę. Byłam pewna, że Damon nie odpuści, a ja nie mogę stracić Stefana. Ryzykował "życie", aby mi pomóc. W tym momencie marzyłam, aby znów wtulić się w jego ramiona i wrócić do domu. 
          - Nic mi nie jest. Damon da jeszcze o sobie znać, musimy być gotowi. Nie pozwolę mu cię skrzywdzić. - W tym momencie nie wytrzymałam dłużej. Mocno wtuliłam się w jego ciało. Krew, która wsiąkała w jego białą koszulę, ubrudziła tez moją sukienkę. 
          - Musimy wracać do domu. Wszyscy się o ciebie martwią. - Razem wyszliśmy ze starych ruin domu. Rozejrzałam się dookoła. Byliśmy w środku lasu, był słoneczny dzień, jak to zawsze w Mistic Falls. Zupełnie straciłam poczucie czasu rozmaiając z Damonem. 



***
     Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Zachęcam do komentowania, można także wybrać opcję "anonimowy". Kolejny rozdział dodam dopiero za jakieś dwa tygodnie, bo teraz nie mam za bardzo czasu na pisanie... Będę was na bieżąco informować o nowych postach na asku :* Dziękuję wszystkim, którzy czytają mojego bloga i komentują <3 Dzięki Wam mam już ponad 3000 wyświetleń w ciągu tych dwóch miesięcy *.* 

A teraz taka ciekawostka...Słyszeliście, że ma być również 8 sezon TVD? <3 W komentarzach piszcie, co sądzicie o finale 6 sezonu i 7 rozdziale :* Dziękuję, że jesteście :*

13 komentarzy:

  1. czytam od jakiegoś czasu i jest to wciągające ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  3. świetnie piszesz <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje rozdziały stają się z każdym kolejnym coraz ciekawsze. Oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy kolejny?

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny ❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział, czekam na kolejny!!! ♥/Olivia Holt #OHP

    OdpowiedzUsuń
  8. No, no rozdział niczego sobie :D Bardzo ciekawie piszesz, nawet ja nie potrafię tak świetnie wszystkiego aranżować, wielki ukłon w twoją stronę :D Czekam na next^^ Zapraszam do siebie: http://anotherstrorycaroline.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej! Trafiłam na twojego bloga przypadkiem, ale fajnie, bo to na serio ciekawy blog. Szkoda ze rozdziały są tak krótkie, no ale co tam. :)
    Fajnie by było jakbyś informowała mnie o nowościach na moim blogu : http://onlyknowyoulovehimwhenyoulethimgo.blog.pl/ , ponieważ mam mało czasu i na zawsze daje radę zaglądać na wszystkie blogi, które czytam. Dodatkowo, zachęcam cię do przeczytania mojego bloga. Inna tematyka, ale mam nadzieję ze ci się spodoba ;* /Alex ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam nadzieję,że Elena będzie z Klausem Stefan pasuje do Carolinne wspomniałam o Klausie i Elenie bo bardzo lubię tą parę bardzo lubię też delenę ach ten sentyment ale Klaus do Eleny bardziej pasuję cieszę się,że będzie 8 sezon mam nadzieję,że Nina wróci blog leci do ulubionych

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowne życzę weny :* walka braci Salvatore awww...zapraszam reż do siebie http://diaries-written-in-blood.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń