Nieśmiertelni
Otworzyłam oczy. Rozejrzałam się naokoło mnie. Znajdowałam się w pensjonacie Salvatorów. Musiałam stracić przytomność, ostatnie co pamiętam to jak Stefan na rękach niósł mnie do samochodu. Gdy ujrzałam jego twarz, wyłaniającą się z głębi korytarza nie czułam się już tak bezpiecznie. Pamiętam urywki wieczoru, niezapomnianego już dla mnie. Jego twarz... Oczy, do tamtej chwili piękne, błyszczące, wręcz hipnotyzujące... Stały się jednym momencie ciemne, przerażające. Miał spojrzenie mordercy.
- Cieszę się, że nic ci nie jest. - Z troską podszedł do mnie, wyciągając dłoń.
-Nie zbliżaj się! Widziałam w lesie... Sama nie wiem. Wszystko pamiętam. To co mówiłeś, jak się zachowywałeś.
- Czuję jak się boisz...
- Kim ty jesteś?! A raczej czym?
- Nie jestem taki, jakim sobie mnie wyobrażasz Eleno. Mój brat jest inny. Nie przypuszczałem, że przyjdzie za mną do tego miasta.
- To nie odpowiedź.
Stefan zbliżył się do mnie. Usiadł na przeciwko. Na mojej skórze pojawiła się "gęsia skórka". Nie mogłam znów spojrzeć na niego tak jak dotychczas.
- Świat, który do tej pory znałaś nie jest taki jak myślisz. Mam 17 lat od stu pięćdziesięciu lat Eleno. Jestem wampirem. Podobnie jak mój brat.
- Te wszystkie ataki zwierząt... To byłeś ty! Wiedziałam, że coś jest z tobą nie porządku.
- Nie żywię się krwią ludzi. Za to Damon... Mój brat. Jest zupełnie inny. Żywi się nią aż ponad to. Odkąd tylko zaczęły się pojawiać dziwne ataki na mieszkańców, domyśliłem się. Eleno spójrz mi oczy.
Widzisz? Jestem tym samym Stefanem, którego poznałaś nad grobem twoich rodziców. Nie prosiłem się, aby być taki.
- Błagam odejdź! - Do oczu już napływały mi łzy. Czułam się jakbym była uwięziona. "Wampir"... To słowo przypomina mi jedynie nędzną literaturę. Marzyłam by to wszystko okazało się snem. To co się działo było po prostu nie możliwe. Najpierw Bonnie twierdząca, że jest czarownicą, teraz Stefan wampirem.- Słyszę jak twoje serce przyśpiesza. Czuję jak drżysz. W myślach kłębi ci się tysiące pytań, które chcesz mi zadać.
- Stefan błagam. Chcę stąd wyjść. Nie mogę patrzeć na twoją twarz, która jeszcze przed chwilą była... inna. To wszystko wygląda jak jakiś koszmar. Stefan zawsze uroczy i zabawny teraz wydawał mi się zupełnie innym "człowiekiem".
Na stoliku przede mną leżał ostry sztylet, służący do otwierania listów. To była moja jedyna szansa. Za wszelką cenę musiałam wydostać się z tego potwornego domu.
- Nie mogę cię teraz stąd wypuścić. Przerasta cię to wszystko, Damon jest gdzieś tutaj. Nie mam pojęcia gdzie, ale jestem pewien że nie spotkałaś go po raz ostatni.
- Drugi raz nie powtórzę. Nie zostanę tutaj z tobą! - Szybkim ruchem wzięłam nóż ze stołu i ruszyłam w stronę wyjścia. Przez sukienkę, w którą byłam odziana na imprezie potknęłam się przez próg drzwi i upadłam na podłogę, mocno uderzając łydką o framugę drzwi. Stefan jednym ruchem, nie mam pojęcia jak to zrobił znalazł się przy mnie. Resztką sił wbiłam sztylet jak tylko najgłębiej umiałam w jego pierś. Biała koszula w tym miejscu przebarwiła się na bordowy odcień. Wierząc, że uda mi się uciec zerwałam się na równe nogi i czym prędzej wybiegłam z pensjonatu, mając nadzieję już nigdy tam nie wrócić.
~~~*~~~
Na imprezie Tayler wraz z Caroline bawili do samego rana. Namiętne pocałunki, seksowne tańce. To coś co Lockwood lubił najbardziej.
- Boli mnie już głowa od tej muzyki... - Caroline zmęczona już całonocną zabawą chciała wracać do domu.
- W takim razie chodźmy do mnie. Mam wolną chatę, mogę cię przenocować.
Care oczywiście bardzo spodobał się taki obrót spraw. Kochała się w Taylerze od szóstej klasy podstawówki. Była bardzo podekscytowana imprezą spędzoną z Taylerem. Tym bardziej, że mimo iż miała takie powodzenie u chłopaków, wciąż była dziewicą. Spędzenie nocy z Lockwoodem wydawało się dla niej spełnieniem wszelkich marzeń.- W takim razie na co jeszcze czekamy? - Blondynka chwyciła Taya za rękę i udali się razem w stronę jego domu. Z powodu wcześniej wypitego alkoholu musieli isc na piechotę.
~~~*~~~
Posiadłość Lockwoodów była jedną z najbogatszych posiadłości w mieście. Marmurowe ściany, pięknie wypielęgnowany ogród. W takiej willi mogłaby zamieszkać nawet królowa. Gdy Care ze swoim nowym można by powiedzieć chłopakiem dotarła na miejsce doszło ich od tyłu wołanie dziewczyny.
- Tayler! Gdzie byłeś? Czekam już na ciebie od dwudziestej. - Vicki czekała na chłopaka przed wejściem do domu. W oczach Taylera można było dostrzec zakłopotanie. Miał przed sobą dwie dziewczyny. Obie szalejące na jego punkcie...
- Vicki, co ty tu robisz? - Chłopak przez alkohol i imprezę zupełnie zapomniał o umowie z Vicki. Caroline nie wiedziała co myśleć. Czuła się zażenowana całą sytuacją. Liczyła, że Tay jakoś się upora z tym wszystkim.
- No proszę, ja tu czekam na ciebie całą noc, a ty przyprowadzasz sobie do domu jakąś kretynkę. - Siostra Matta szybkim ruchem obejrzała Care od góry do dołu, po czym znów zwróciła się do Taylera:
- Gdybym nie była ci nic winna już dawno by mnie tu nie było. Jesteś żałosny.
Caroline była już u kresu wytrzymałości, ale jako że była osobą na pozór bardzo opanowaną nie chciała zaczynać kłótni.
- Care. Świetnie się z tobą dzisiaj bawiłem, ale przez to wszystko zapomniałem o moim spotkaniu z Donovan. Myślę, że musisz już iść do domu.
Vicki rzuciła w jej stronę głupi uśmieszek, a przed nosem Care zatrzasnęły się drzwi. Rozczarowana dziewczyna cicho szlochając ruszyła w stronę domu, chcąc jak najszybciej położyć się w swoim łóżku i zadzwonić do Bonnie.
~~~*~~~
Znalazłam się w ciemnym lesie. Pensjonat pozostawiłam już daleko w tyle, ale ja wciąż bałam się zatrzymać. Nogę przeszywał mi ogromny ból a płuca kończyły pracować. W dzieciństwie cierpiałam na astmę i nie mogłam się męczyć. Wiatr smagał mi twarz, a rozczochrane włosy, wciąż opadały mi na twarz. Czułam, że nie daję już rady. Nogi odmawiały posłuszeństwa, sama słyszałam swoje szybko bijące serce. Siadłam na skraju drzewa i chciałam choć chwilę odpocząć. Noc nagle z najlepszej, stała się jedną z najgorszych. Tak bardzo chciałabym znaleźć się teraz przy Jerremym i cioci... Oglądając się naokoło wiedziałam już gdzie jestem. Słysząc szum rzeki domyśliłam się, że niedaleko jest Wickery Bridge, a z tam tond świetnie już znałam drogę do domu. Byłam bardzo spragniona. Moja sukienka nadawała się do wyrzucenia. Podniosłam się z ziemi i ruszyłam w kierunku skąd dobiegał szum wody. Jedynym pocieszeniem dla mnie było to, że wiem jak dotrzeć do domu.
Wyszłam już z lasu. Co jakiś czas do moich uszu docierały odgłosy silnika samochodu. Słońce zaczynało już wschodzić. Jena na pewno martwiła się o mnie. Szłam w bardzo wolnym tempie, odpoczywając po długim biegu. Z za zakrętu wyjechał luksusowy, granatowy samochód. Zatrzymał się tuż przede mną.
- Marnie wyglądasz dziewczyno... Mieszkasz gdzieś w pobliżu? - Doszedł mnie głos. Należał do mężczyzny. Było jeszcze zbyt ciemno, bym mogła dojrzeć twarz kierowcy.
- Tak. Zaraz dotrę do domu. - Grzecznie odpowiedziałam. Przypuszczałam, że auto należało do jakiegoś z mieszkańców Mistic Falls. W mieście wszyscy są zawsze bardzo uprzejmi w stosunku do siebie.
- Z chęcią cię podwiozę. Naprawdę marnie wyglądasz... - Kierowca wciąż nalegał. Gdyby nie to, ze byłabym tak zmęczona z pewnością bym odmówiła, ale teraz? Mężczyzna był bardzo miły, a po tych wszystkich wydarzeniach z "wampirami" w co nadal nie chciałam wierzyć, nic gorszego nie mogło mnie spotkać. Wsiadłam do samochodu.Próbowałam przyjrzeć się kierowcy. Dostrzegłam kruczo - czarne włosy, delikatne rysy twarzy.
- Mieszka pan w mieście?
- Jaki "pan"? Przecież doskonale mnie znasz. - Uśmiechną się szeroko tak, że zdołałam zobaczyć ponownie te okropne, ostre kły.
- Damon! - Z przerażeniem próbowałam otworzyć drzwi samochodu, ale on zdążył już je zablokować. - Wypuść mnie! Błagam!
Brat Stefana zatrzymał pojazd. Poczułam jak mocno uderzył moją głową o okno samochodu. Przed oczami pojawiła się już tylko ciemność....
~~~*~~~
Otwierając pomału oczy, dostrzegłam twarz Damona. Teraz w pomieszczeniu było jasno i mogłam dokładnie się mu przyjrzeć. W niczym nie był podobny do swojego brata. Jego oczy były niesamowicie błękitne, ale tak samo piękne jak drugiego Salvatore. Włosy czarne niczym heban. Rysy delikatne, podbródek lekko szpiczasty. Niesamowicie hipnotyzująca uroda. Wampiry mają chyba same w sobie taki urok, bo jeszcze nigdy nie spotkałam tak przystojnych mężczyzn jak bracia Salvatore.Damon siedział w fotelu, a ja na zimnej podłodze. Nie miałam bladego pojęcia gdzie jestem. Na ścianach widniały dziwne obrazki, ze starych epok. Pomieszczenie było zaniedbane i brudne.
- Czego ode mnie chcesz?! Pomocy! Niech mi ktoś pomoże. - Miałam nadzieję, że ktoś będzie w stanie mi pomóc. Życie nie mogło być przecież dla mnie aż tak okrutne...
- Nie wrzeszcz tak. Nikt cię nie usłyszy. Jesteśmy na zupełnym odludziu. Sporo lat minęło nie sądzisz? Rose! Już jest. - Więc nie byliśmy sami... Był ktoś jeszcze. Oby ta kobieta, nie była tak okrutna... W wejściu do pokoju stanęła wysoka, szczupła brunetka. Niesamowicie szybkim ruchem "podeszła" do mnie i chwyciła za podbródek.
- Mnie też nie pamiętasz? Zniszczyłaś mi życie przemieniając się w wampira. Ja i Trevor musieliśmy uciekać przez ciebie pięćset lat. Nie martw się dzięki tobie odzyskamy wolność. Katherine...


Extra! ♥ Polecam czytać! ��
OdpowiedzUsuńWitaj, czytam twojego bloga i chciałam go nominować do LBA :)
OdpowiedzUsuńhttp://love-is-a-weakness.blogspot.com/2015/05/lba.html
Więcej informacji pod linkiem ! <3
Miło z Twojej strony <3 w najbliższym czasie odpowiem na twoje pytania :*
UsuńUwielbiam Cię za tego bloga! To jedyny (i najlepszy) blog o TVD jaki czytam! Pisz dalej! Czekam na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńNiesamowity!!!! Uwielbiam tego bloga <3 Czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńCiekawe!!! :D Czekam na kolejną część :3
OdpowiedzUsuńPiszesz dalej! Super :D
OdpowiedzUsuńNo nieźle się dzieję i ta końcówka mmm :D Czytałam wszystkie rozdziały i muszę przyznać że piszesz je naprawdę ciekawie i nawet nie mam do czego się doczepić :) Czekam na nexta + Zapraszam do siebie http://anotherstrorycaroline.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń