sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 10


Pierwotny

 

     Wieczorem po wyjściu Stefana, wciąż przeglądałam się w lustrze, spoglądając jak mój nowy naszyjnik się prezentuje. Jenna zawołała mnie z dołu, prosząc bym zeszła na kolację. Ogarnęłam wierzchem dłoni fryzurę i zeszłam na dół. Tym razem nie byliśmy tylko w trójkę, jak co wieczór. Do drzwi rozległo się pukanie. Ciotka nie wspominała, że będziemy mieli gości. Otworzyłam drzwi, Jenna miała całe dłonie umazane mąką. Na ganku czyhał wysoki, ciemnowłosy mężczyzna. Na oko, był w wieku Jenny. Bardzo elegancki, ubrany w garnitur. Gęste włosy delikatnie opadały na oczy, co nadawało nieznajomemu srogi wyraz twarzy.
          - Katherine?! Jak ty... - Kolejny, który wziął mnie za byłą mojego obecnego chłopaka. Trzeba było przyznać, że to nieco niekomfortowa sytuacja. Czy naprawdę, aż tak ją przypominałam? Co najważniejsze, Katherine ponoć zginęła wiele lat temu. Jak to możliwe, aby trzydziestolatek ją znał? Ogarnęła mnie fala gorąca.
          - Eleno, wpuść gościa do środka. - Jenna z kuchni obserwowała całe zajście.
          - Dobry... dobry wieczór. Proszę wejść i się rozgościć. - Co innego mogłam zrobić? Odkąd dowiedziałam się o wampirach ciągle miałam zwidy. Nie mogłam podejrzewać każdego człowieka o bycie potworem.
          - Kochanie, to jest Elijah. Elijah Mikaelson. - Ciotka doszła do nas i ocierając brudne ręce o fartuch, pogładziła mężczyznę po ramieniu.
           - Jestem...
           - Wiem kim jesteś. - Trzydziestolatek przerwał mi w połowie zdania, nie kryjąc zdziwienia na twarzy i ucałował wierzch mojej dłoni.            - Jenna to moja ciocia. - Kobieta zerknęła ukradkiem na Elijahę i uśmiechnęła się. Po raz pierwszy od dłuższego czasu widziałam na twarzy cioci uśmiech. Zawsze była duszą towarzystwa, ale po wypadku zmieniła się. Zresztą tak jak my wszyscy. Wcale nie wydawała się zdziwiona tym, że facet którego widziałam pierwszy raz na oczy mnie zna.
          - Siadajcie do stołu. Już podaję kolację. - Jenna wskazała mężczyźnie dłonią jak udać się do salonu.
          - A gdzie Jerr? - Nie widziałam brata od rana. Rozumiem, że ma dziewczynę, ale po tym co stało się w lesie, jestem nadwrażliwa na jego punkcie.
          - Zostaje dziś na noc u kolegi. Wróci jutro.
     Zasiedliśmy do stoły, a Jenna przyrządziła niesamowitego kurczaka z ryżem. Była w końcu taka szczęśliwa... Wszystko ułożyło się w jedną całość. Gdy nie wróciła na noc, zapewne spędzała ten czas z Elijahą. Nie miałam jej oczywiście tego za złe. Ma prawo w końcu do szczęścia. Od rozstania z Loganem nie spotykała się z ŻADNYM mężczyzną. Ciemnowłosy wydawał się całkiem w porządku, a to co wcześniej mówił o Kath wzięłam za nieporozumienie.
          - Jest Pan z Mistic Falls? - Chciałam nadać właściwy bieg rozmowie.
          - Proszę, mów mi po imieniu. W końcu mam nadzieję, że będziemy spotykać się częściej. - Kątem oka uśmiechnął się do Jenny, a ona lekko się zarumieniła. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby flirtowała z kimkolwiek.
          - Mieszkałem w Bułgarii, Dostałem telefon od starej znajomej. Rose. Wspominała o tobie. -Serce podeszło mi do gardła na samą myśl o tym co działo się, gdy Damon zabrał mnie do swojego starego domu. Słowa Rose... "Narodził się nowy sobowtór..." . To, że nasz gość pomylił mnie z Katherine nie było przypadkiem. Dopiero teraz zauważyłam, jaką zadartą ma minę i jaki jest pewny siebie.
          - No więc, gdy Rose powiadomiła mnie o... o czymś, wróciłem do miasteczka. Już kiedyś wraz z rodziną tu mieszkaliśmy.
      Odsunęłam się od stołu, chcąc jak najszybciej wrócić na górę .
       - Już idziesz? - Jenna nie potrafiła oderwać wzroku od Mikaelsona, jakby była zahipnotyzowana.
 Nie, to niemożliwe. Co jeśli... Elijah zmusił ją do tej kolacji, aby lepiej mnie poznać? Ale po co? Odruchowo spojrzałam na mój wisiorek.
         - Skąd go masz?! - Mężczyzna podniósł się z krzesła i chwycił mój medalik. W tej samej chwili zrobiło mi się słabo. Przed oczami stanęła nieznana mi blondynka, a przy niej... Elijah. Chciałam ustać na nogach, ale tak bardzo kręciło mi się w głowie, że ze zdławionym krzykiem runęłam w ciemność.
     
         ~~~*~~~
     Caroline szykując się na randkę z Tylerem, nie miała pojęcia co na siebie włożyć. Wszystko wydawało jej się nieodpowiednie lub źle na niej leżało. Mimo, że miała trzy szafy z ubraniami i była maniaczką mody. W ten wieczór pragnęła wyglądać wyjątkowo. Gorączkowo wyjęła wszystkie rzeczy z szafy i na nowo poszukiwała nieziemskiego odzienia. Do drzwi pokoju zapukała Liz, mama blondynki.
          - Wiem, że jesteś zajęta przygotowaniami na randkę, ale co to za bałagan? - Rozglądnęła się do okoła pokoju.
          - Nie mam się w co ubrać! - ze złości opadła bezradnie na łóżko.
     W całym domu rozległ się dzwonek do drzwi.
          - Myślę, że to ktoś do ciebie. - Przeraziła się, że Tayler przyjechał po nią wcześniej.  Zeszła na dół. Otworzyła szeroko drzwi, ale czy chało na nią tylko pudło na wycieraczce.
Wzięła je do środka i zamknęła za sobą drzwi. Mama zdążyła zejść już na dół. Podała córce srebrne nożyczki, a ta rozpakowała pakunek. W środku znajdowała się cudowna, krwisto czerwona sukienka do połowy uda. Do tego seksowne, czarne szpilki, które spodobały  się jej gdy tylko zobaczyła je na wystawie. Ale... Tylko mama o tym wiedziała. Odwróciła się do niej i widząc jej szeroki uśmiech na twarzy wiedziała, że to jej sprawka. Utuliła ją mocno.
         - Mówiłam ci już, że jesteś najlepszą mamą na świecie?!
         - Może raz, albo dwa... - Żartobliwie droczyła się z Care.
Forebs wzięła sukienkę na górę, by dokonać ostatecznej przymiarki i pokazać się mamie. Dopiero teraz zza drzwi łazienki dosłyszała wibrujący telefon. Na ekranie widniało imię Tylera. Lekko podenerwowana przeciągnęła zieloną ikonkę ze słuchawką.
          - Hej Tay. Jestem już prawie gotowa, daj mi jeszcze piętnaście minut. - Była taka szczęśliwa. Dziś wieczór miało się spełnić jedno z jej największych marzeń jeszcze za czasów podstawówki.
          - Muszę cię rozczarować... Dziś nie mogę. Zupełnie wyleciało mi z głowy, że jestem umówiony na mecz ze znajomymi.  - Po tej wiadomości ziemia ugięła się pod jej nogami, a  szczęście w sekundę opadło. Wyłączyła się tylko, nic więcej już nie mówiąc. Po chwili przyszła wiadomość SMS.
          "Wszystko OK?"
Jak miało być okej? Tyler już po raz drugi zakpił sobie z niej i zrobił z niej idiotkę. Nie chcąc wysłuchiwać pocieszeń mamy dziewczyna przyszykowała się tak jak planowała. Wykonała perfekcyjny makijaż, a włosy zaczesała do tyłu. Udając, że wszystko jest w porządku zeszła na dół.
          - Jakaś ty śliczna! -  Mama przyglądała jej się z zachwytem, a  łza aż kręciła w jej oku.
          - Dziękuję mamo. Wrócę około północy. Gdyby plany się zmieniły zadzwonię do ciebie. - Włożyła swoje nowe, czarne szpilki i wyszła z domu. Chłodny wiatr smagał jej delikatną skórę  a ta nie wiedząc dokąd się udać, ruszyła przed siebie.

~~~*~~~

     W tym samym czasie...


Stefan

     "Drogi pamiętniku. Elena nadała mojej egzystencji sens. Gdyby nie ona nie wróciłbym tutaj. Nie zobaczyłbym ponownie brata... Nienawidzę go, ale mimo wszystko to ciągle mój brat. Gdy nie miałem nikogo on był ze mną. Wybaczył mi nawet zabicie ojca! Mimo tego co się stało nie mogę zaprzeczyć, że tęskniłem za nim. Wiem też, że jeżeli chcę być z Eleną nie mogę pozwolić mu znów wrócić. Nie piję krwi z żyły od 1912... Znany jako wcześniej "ROZPRUWACZ", teraz karmię się wiewiórkami, Damon byłby ze mnie dumny. Zawsze namawiał mnie do skończenia z zabijaniem. Podczas 165 lat mojej egzystencji,  dopiero teraz czuję, że moje "życie" ma jakiś cel. Muszę chronić Elenę. Nie pozwolę, aby mój brat jeszcze raz się do niej zbliżył... "

         - Pozwól braciszku, że sam zdecyduję z kim się będę spotykał. Przypominam ci że jesteś ode mnie młodszy... - Przerwałem pisanie. Nie musiałem się odwracać, już i tak doskonale znałem ten głos, rozpoznałbym go wszędzie.
          - To znowu...
         - Tak, to znowu ja. Chyba nie myślałeś, że tak łatwo się mnie pozbędziesz?
         - Jakżeby znowu... Po co wróciłeś?
         -  Nie rozgościłeś się tutaj za bardzo? Ten dom należy do nas obu jakbyś zapomniał.  - Damon uporczywie droczył się ze mną. Nie mogłem patrzeć jak strzela sarkazmami i pewnością siebie. Teraz role się odwróciły, ja dobry on zły. Kto by pomyślał?
         - Czyli co? Chcesz tu zamieszkać? - Mój głos przybrał kpiący ton.
         - Tak się składa, że nie mam żadnych planów na najbliższy czas... Z racji, że jestem dobrym wampirem nie zahipnotyzuję nikogo, aby mnie przenocował.
          - Dobrze wiem, że nie chodzi ci o braterską wizytę Damon. Chcesz czegoś innego... Elenę.
         - Ta dziewczyna i tak jest już skazana na śmierć. Znasz historię. Pierwotni będą ją ścigać tak jak niegdyś Katherine.
        - Nie, jeśli nikt się o niej nie dowie... - Popatrzyłem na brata, który rozłożył się, w niegdyś swoim ulubionym brązowym fotelu. Zdążył już nalać do szklanki burbona. Ta jego pewność siebie była dla mnie niesamowicie uciążliwa w tym momencie.
        - Jest już za późno. Gdy wywiozłem Elenę do ruin naszego domu myśląc, że to Katherine Pierce, Rose odkryła o co chodzi. Dla wolności zrobi wszystko. Z tego co wiem, Elijah jest już w mieście i właśnie w tej chwili je kolację z Eleną. - Serce podeszło mi do gardła. Nie chcąc słuchać więcej brata, wampirzym tempem wybiegłem z domu. Usłyszałem tylko jeszcze wołania Damona
         - Nie masz szans. Klaus i tak ją znajdzie.

~~~*~~~

     Caroline włócząc się bez celu po mieście spoglądała jak pary spacerują po alejach parku. Buty zaczynały już ją obcierać, ale nie chciała wracać teraz do domu.  Siadła na jednej z ławek, lekko wilgotnej od popołudniowego deszczu. Dopiero teraz do oczu napłynęły jej łzy. W tej chwili mogłaby spędzać świetny wieczór w towarzystwie Tylera, ale to oczywiście za wielkie szczęście dla niej. Ukradkiem spojrzała na mężczyznę, siedzącego na ławce obok. Z powodu panującej wokół ciemności nie widziała dokładnie twarzy. Dopiero gdy podniósł się z miejsca i podszedł bliżej, wysoka uliczna latarnia oświetliła zarys jego twarzy. Care otarła wierzchem dłoni łzy i odwzajemniła jego uśmiech. Mężczyzna o jasno brązowych włosach z lekkim zarostem na twarzy stał teraz dokładnie naprzeciwko blondynki.
         - Mogę się dosiąść? - Wysoki brunet wskazał dłonią miejsce obok Caroline. Dziewczyna niemal niezauważalnie przytaknęła głową.
         - Jak ci na imię? - Jego piękny, brytyjski akcent przyprawił blondynkę o szybsze bicie serca.
         - Jestem Caroline. - Dziewczyna choć na chwilę była myślami przy czymś innym, niż przy Tylerze. Skupiła całą swoją uwagę na przystojnym mężczyźnie obok niej i poufnie obserwowała jego intrygującą twarz.
         - Miło cię poznać Caroline. Jestem Klaus.



***
    Rozdział dodaję bardzo późno :( Bardzo Was przepraszam. Miałam teraz bardzo dużo na głowie, dopiero jak oceny już wystawione mam trochę czasu. Tak jak obiecałam są i Pierwotni :D Mega mnie to cieszy, bo jest to mój ulubiony wątek w serialu *.* Mam nadzieję, że oceny już poprawione? :* Zachęcam do zostawienia komentarza. Podczas wakacji planuję więcej pisać. Więc rozdziały będą dodawane szybciej :) Co do nowego posta... Do dwóch tygodni powinien się pojawić. Nie chcę też niczego obiecywać, bo nie wiem jak wena będzie mi sprzyjać :D 
Tęsknicie już za nowymi odcinkami TVD? Ja bardzo :( 

Czytasz = Komentujesz
     

niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 9


"To nie jest zwykła biżuteria"

 

  Obudziło mnie głośne pukanie do drzwi. Mrużąc jeszcze powieki, na skutek oślepiających promieni słońca wpadających przez okno do mojego pokoju dostrzegłam, że Stefana już nie ma. Założyłam jasno niebieski szlafrok i zeszłam na dół. Jenna wciąż nie wróciła, co zaczynało mnie niepokoić. Ktoś pukał tak mocno, że dom aż podskakiwał. Przed drzwiami stała siostra mojego byłego chłopaka. Koszulkę miała całą w strzępach, nadającą się już tylko do  wyrzucenia. Czuć było od niej wódkę, a gałki oczne były całe zaczerwienione od narkotyków.
          - Co ty...
         - Jerremy! On... Nie żyje. -  Vicki cała we łzach objęła mnie mocno. Grunt zawalił mi się pod nogami. Z początku nawet nie docierało do mnie to co powiedziała narkomanka. Dokładnie tak samo jak po śmierci rodziców, gdy Jenna oznajmiła że mieliśmy wypadek. Czułam jak wszystko wokół mnie wiruje. Vicki weszła do środka i zaczęła swoją opowieść.

Godzinę wcześniej...

     Vicki odzyskując siły zauważyła, że Jerremy faktycznie poszedł do domu bez niej. Wściekła na chłopaka, że zostawił ją samą otrzepała się z resztek ziemi na spodniach i ruszyła przed siebie. Z racji, że była już w tej części lasu setki razy, wiedziała jak znaleźć drogę powrotną. Maszerując przez gęste zarośla układała już w myślach co powie Jerremiemu gdy go spotka. Chcąc zadzwonić do Matta i oznajmić, że nic jej nie jest potknęła się przez rozwiązaną sznurówkę adidasów. Parę kroków od niej dostrzegła wyciągniętą ku niej, bezwładna dłoń. Podeszła bliżej.  Zawsze była bardzo odważna, więc zachowała spokój. Będąc już u celu trudno było nie zauważyć kałuży krwi, w której leżał... młody Gilbert. Dziewczyna krzyknęła z przerażenia i uklękła nad ofiarą. Położyła jego głowę na swoich kolanach. Dopiero teraz, powstrzymując łzy zauważyła dwie małe dziurki na szyi, z których ciekły resztki krwi.
          - JERREMY! OBUDŹ SIĘ! - Kula, tkwiąca w gardle dziewczyny sprawiała, ze łamał jej się głos. W głębi duszy wiedziała jednak, że chłopak już nigdy się nie obudzi. Skóra zaczynała już tracić kolor pod wpływem braku krwi w organizmie. Niewiele myśląc biegiem ruszyła do domu chłopaka.
~~~*~~~
      Wysłuchując całej historii Vicki pragnęłam jak najszybciej zobaczyć ciało brata. Wiedziałam, że to będzie najgorszy widok w moim życiu, ale nie mogłam pozwolić na to, by ciało nadal leżało w lesie. Wykręciłam, wciąż drżącymi rękami numer Stefana. Chłopak obiecał, że będzie na nas czekał przed wejściem do lasu. Razem z Donovan w końcu dotarłyśmu na miejsce. Stefan tak jak powiedział, już tam czekał.

~~~*~~~
     Widząc ciało brata, bez życia ułożone na ziemi, nie mogłam powstrzymać łez. Cały obraz pod ich wpływem zacierał się. Salvatore objął mnie czule, a ja wtuliłam się w jego ramiona. Stefan zmienił wyraz twarzy, gdy Vicki chwyciła martwego chłopaka za dłoń, Stef dostrzegł na jego prawej dłoni pierścień. Ojciec Gilbertów zawsze powtarzał, że to pamiątka rodzinna i synowi nie można go pod żadnym pozorem ściągać, ponieważ błyskotka jak to się wyraził "miała zawsze chronić go przed złem demonów". Wtedy jeszcze  nie miałam pojęcia jaką ma moc a ojca uznaliśmy za wariata.
          - Skąd ma ten pierścień?! - Wampir podszedł bliżej chłopaka i uważnie obejrzał podarunek Graysona, ojca Jerremiego. Nie kryjąc zdziwienia, ale oczywiście też ulgi wydusił tylko:
          - Chłopak będzie żył. - Nie wiedząc co miał na myśli,  wciąż nie potrafiłam powstrzymać łez. Stefan opuszkami palców przetarł je z policzków szepcząc jej mi ucha, że wszystko będzie dobrze. Vicki wciąż nie mogąc wydusić z siebie żadnego słowa siedziała tylko na drewnianej kłodzie, wciąż łkając. W głębi duszy wiedziała, że to wszystko jej wina. Gdyby tylko nie zaciągnęła przyjaciela tej nocy do lasu... Poczucie winy nie dawało jej spokoju.

     Jerremy zaczerpując powietrza, w końcu otworzył oczy. Wszystko wyglądało tak jak zapamiętał. Widząc,że odzyskał przytomność Przytuliłam się do niego jak najmocniej umiałam.
          - Jak się czujesz?! - Wciąż nie mając pojęcia jak to się stało, otrzepywałam czule brata z ziarenek piasku. W tej chwili nie obchodziło mnie "Jak". Liczyło się tylko to, że mój jedyny brat nadal zemną jest.
         - Czuję się... dziwnie. Boli mnie szyja. Zaatakowało mnie jakieś przedziwne stworzenie. Z kłami i przerażającymi oczyma... Bredziło coś, że... jesteś jego bratem. - Jerr przesunął wzrok na Stefana, a na jego twarzy malował się strach. W tej chwili wiedziałam już kto był zdolny do tak paskudnego czynu. Wymieniłam ze Stefanem ukradkiem spojrzenia. Z jego twarzy można było wyczytać, że on również wie.
          - Damon.

~~~*~~~

Cztery dni później...

     Drogi pamiętniku...
To co dzieje się ostatnio w moim życiu, jest nie do opisania. W niczym nie przypominam już tej smutnej sierotki, złej na cały świat. Jestem pewna, że mama tego właśnie by  chciała. Wszystko zawdzięczam Stefanowi. To on wniósł do mojego życia tyle... radości? Z pewnością nie można tego tak nazwać. Nie mam pojęcia, co stałoby się gdyby Jerremy również mnie opuścił. Dzięki pierścieniowi odzyskał życie. Zawsze uważałam, że mój tata jest szalony...  Teraz chyba okazuje się, że cały świat taki jest. Czy to co tak często opowiadał nam o demonach świadczyło o tym, że wiedział o wampirach? Tego  nie dowiemy się już nigdy.
Stefan opowiedział mi o magicznej mocy pierścienia. "Magicznej". To właśnie doskonałe słowo opisujące moje życie. Czuję, że narodziłam się na nowo. Moim przeznaczeniem było poznanie Stefana. Jerremy zaczął spotykać się z Vicki. Oboje podjęli decyzję o leczeniu i wydostaniu się z nałogu. Ja spędzam coraz więcej czasu ze Stefanem i muszę przyznać, że coraz bardziej mnie zaskakuje. Jenna wróciła do domu cała i zdrowa, a moje obawy? Zostały na szczęście tylko obawami. Wszystko wydawało się układać świetnie, jedynym problemem nadal jest Damon. Od czasu wypadku nikt o nim nie słyszał, ale ja wiem, że ciągle gdzieś tu jest. Jestem pewna, że Stefan również o tym wie. Nie chce mnie martwić. 
Kto może być jego następną ofiarą...?
 Równie dobrze może to być Jenna, albo moi przyjaciele, ktoś mi bliski. Nie mogę pozwolić na to, by jeszcze kogoś skrzywdził...


VIDEO <-- KLIK

     Stefan odwiedził mnie następnego dnia. Z racji, że Jenna była na dole zamknęliśmy się w moim pokoju.
          - Jakieś wieści o Damonie? - Stefan ciągle obwiniał się za to, co spotkało mojego brata. Twierdzi, że jeśli nie pojawiłby się w mieście nikomu nie groziłoby niebezpieczeństwo.
          - Przyniosłem coś dla ciebie... - Steff wyjął z kieszeni skórzanej kurtki małe czarne pudełeczko.
          - Wiem jak bardzo obawiasz się mojego brata. Dlatego przyniosłem ci to... - W pudełku znajdował się srebrny wisiorek, widać było że bardzo stary. Mimo, że już lekko zardzewiały, był piękny. Breloczek w kształcie koła, w którego środku można było zauważyć wyryte zawijasy.
     Trzymając go w dłoni przeglądałam z każdej strony. Z tyłu widniały lekko już nie wyraźne inicjały:  R.M
          - Do kogo należy naszyjnik? - Oczywiste dla mnie było, że to na pewno jakiś antyk noszony zapewne od pokoleń.
          - Mam sto pięćdziesiąt dwa lata... Dużo podróżowałem. W latach dwudziestych znalazłem go w barze. Nie wiem do kogo należał. Werbenę można umieszczać w napojach, bądź biżuterii. - Dopiero teraz zauważyłam, że naszyjnik pięknie pachnie.
         - Czyli teraz... - Salvatore dokończył za mnie:
        - Damon nie może cię zahipnotyzować, każdy inny wampir również. - Dobrze wiedziałam, że mówił o sobie. W głębi duszy i tak byłam przekonana, że nigdy tego nie zrobił, ani nie zrobi.
          - Mógłbyś pomóc mi go  założyć? - Odgarnęłam rękoma pasma włosów, a chłopak przewinął przez szyję piękny wisiorek. W końcu oderwałam wzrok od odbicia w lustrze, spoglądając teraz w jego idealne, zielone oczy, poufnie zerkając na wiśniowe, jędrne usta chłopaka.
Delikatnie musnęłam wargami jego usta. Poczułam się niemal bezwładna pod dotykiem jego rąk. Oddech stawał się szybszy, a rytm serca przyśpieszał. Po raz pierwszy całowałm się ze Stefanem, teraz wiedziałam, że nie ostatni. W głębi duszy czułam, że to on jest tym jedynym... Tylko na jak długo? On jest wampirem, nigdy nie umrze, ale ona? Wystarczyłby tylko jeden nie szczęśliwy wypadek i już nigdy by się nie zobaczyli. Ile to szczęście jeszcze może trwać? Z czasem zacznie siwieć, na jej twarzy pojawią się zmarszczki. Teraz jednak nie potrafiłam o tym myśleć. Marzyłam, aby ta chwila z nim nigdy się nie skończyła...

***
     Rozdział dodaję wcześniej niż planowałam, ponieważ miałam trochę więcej czasu w tym tygodniu. Wena nie za bardzo sprzyjała podczas pisania tego posta, ale mam nadzieję, że Wam to wynagrodzę w kolejnym rozdziale. Zdradzę Wam mały spoiler...
Dziesiąty rozdział, będzie nosił tytuł...

"Pierwotny"!

Wszyscy się domyślacie zapewne co to oznacza :D, Jak myślicie kto będzie pierwszym pierwotnym pojawiającym się na moim blogu? Zachęcam do zostawienia komentarza pod postem. Nowy rozdział mam już zaczęty więc myślę, że do tygodnia się pojawi. Pozdrawiam :*

sobota, 30 maja 2015

Rozdział 8

"Romantyczne wieczory i upiorne poranki"


     Stefan odprowadził mnie pod same drzwi. Mimo, że byłam bardzo zmęczona ostatnim zajściem nie chciałam zostać sama. Jena wyszła do pracy, a Jerremy... Właściwie to nawet nie mam pojęcia gdzie poszedł. Stefan zaproponował, że zostanie ze mną. Zaprosiłam go do środka. Pokazałam mu, gdzie znajduje się mój pokój. Salvatore siadł na łóżko, a ja poszłam się przebrać. Chciałam mu zadać tyle pytań... Nie zaprzeczam, że serce prawie wyskoczyło mi z piersi. Pod moim dachem, w moim pokoju i na moim łóżku właśnie siedział kilkusetni wampir... Na samą myśl po moim ciele przebiegły ciarki. Ubrałam skromną, koronkową piżamę, niezbyt wyzywającą, jakie miałam w zwyczaju nosić. Wyszłam z łazienki. Stefan "obadał" mnie od góry do dołu. Teraz stałam przed nim w zwyczajnej piżamie, bez makijażu. Włosy miałam upięte w niechlujny kok. Jednak nie miałam sił o tym myśleć. Marzyłam o tym, by wtulić się w jego ramiona i pogrążyć się w głębokim śnie. 
          - Co się tak patrzysz? - Żartobliwie droczyłam się ze Stefanem.
          - Jesteś taka piękna... - Steff podszedł do mnie i dłonią musnął mój policzek. Czułam, że lekko się zarumieniłam. 
          - Jestem zmęczona, mam wrażenie, że dzisiejszy dzień trwał całe wieki. - Chciałam zmienić temat, bo nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
     Chłopak objął mnie i w jednej sekundzie leżeliśmy już w łóżku. Ta wampirza prędkość przerażała mnie. Gładził teraz moje długie włosy,  a ja leżałam i spoglądałam w jego oczy. 
          - Damon wspominał, że może wejść do mojej głowy, czy ty też to robisz? - To pytanie nurtowało mnie od początku, gdy znów zobaczyłam Stefana.
          - Wampiry potrafią namieszać w twojej głowie. Poprzez hipnozę Damon może zmusić cię do czego tylko zechce. Ja nigdy bym tego nie zrobił. Po pierwsze nie mam na tyle sił, a po drugie nie chcę żeby to co do mnie czujesz było "wymuszane". 
          - Jeśli on wróci, nie wiadomo czego będzie chciał... - Myśli napawały mnie lękiem. Niewiarygodne jak moje życie zmieniło się w ciągu tych kilku dni. 
          - Jest sposób, by uniknąć hipnozy... Dzięki werbenie oprzesz się wpływom Damona. 
          - Moje perfumy już się skończyły...
          - W mieście nie rosną już te zioła. Damon o to zadbał. Znajdę rozwiązanie. Nie pozwolę aby mój brat cię skrzywdził. - Moje powieki pomału się zamykały. Stefan pocałował mnie w czoło i wyszeptał tylko: Dobranoc. A ja pogrążyłam się w głębokim śnie.

~~~*~~~

     Caroline leżąc już w łóżku i czytając  Szekspira myślami ciągle była przy piątkowym wieczorze. Myśli o tym, że idzie z Tylerem na randkę nie dawała jej spokoju. Zastanawiała się w co się ubrać i jak zaczesać włosy. Z rozmyślań przywróciło ją na ziemię pukanie do drzwi.
          - Tay?! Co ty tu robisz o tej porze? - Pierwsze co Care pomyślała to to, że jej mama na szczęście ma nocną zmianę w policji więc wróci dopiero przed południem. 
          - Nie mogę doczekać się naszej randki... Dopiero środa nie mogłem dłużej czekać. - Ziemia ugięła się dziewczynie pod nogami. Serce dygotało coraz szybciej, a ona sama stała jak sparaliżowana. 
          - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? - Słowa Taya przywróciły Care z powrotem do rzeczywistości. 
          - Pewnie, że nie. Tylko wiesz nie bardzo wiem co mam teraz zrobić...
          - Miałem nadzieję, że wyskoczymy na jakiś spacer? - Dopiero teraz Caroline zdała sobie sprawę, że nie ma na sobie ani grama makijażu, a ciało przykrywa tylko prześwitująca koszula nocna. Zażenowana marzyła tylko o tym, by wrócić do pokoju. 
         - Przygotowanie do wyjścia zajęłoby mi wieki, lepiej chyba będzie jak wejdziesz do środka. Moja mama wróci dopiero jutro. - Chłopakowi oczywiście spodobał się taki obrót spraw. Na twarzy pojawił się szeroki uśmiech. 

          - No więc co chcesz robić? - Caroline doszła do wniosku, że przebranie się teraz będzie nieco dziwne i żenujące więc starała się tylko jak najszczelniej okryć kołdrą. Tay siedział tuż obok niej na łóżku, a dziewczyna wciąż nie mogła w to uwierzyć. Tyler, Tyler Lockwood w jej domu... 
          - No nie wiem zaproponuj coś... - W tym momencie po ciele Care przeszła gęsia skórka.
          - Może pooglądamy jakiś film? Wczoraj mama wypożyczyła jakąś komedię. - Dziewczyna wstała z łóżka, a jej już i tak krótki top lekko podciągnął się do góry. Zawstydzona opuściła go jak najniżej umiała i zaczęła przeszukiwać biurko, by znaleźć płytę. 
         - Tak podobałaś mi się bardziej... - Tay podszedł do dziewczyny i ponownie podwinął jej koszulkę. Caroline poczuła jak jej ciało przeszywa dreszcz. Lockwood namiętnie ją pocałował. Blondynka przeciągnęła przez głowę halkę, tak że miała teraz na sobie tylko stanik. Żałowała, że nie włożyła jakieś seksownej bielizny, tylko zwykłą, białą. Chłopak zdjął swój podkoszulek, odsłaniając przy tym świetnie wyćwiczoną klatę. Dziewczyna właśnie miała stracić dziewictwo i to jeszcze z kim! Największe ciacho w mieście, wszystkie dziewczyny chciałyby być teraz na jej miejscu. Tego była pewna...

          - Kochanie, wstawaj! Za pół godziny zaczynają się lekcje. - Care otwierając oczy zostając przy tym oślepiona panującą wokół niej jasnością. 
          - Znów czytałaś całą noc... -  Mama przeglądnęła książkę Szekspira, "Romeo i Julia", którą jej córka miała przeczytać do końca tygodnia na angielski. Care zdezorientowana rozejrzała się po pokoju. Ani śladu Tylera, ani niczego co miało by wskazywać na to, że chłopak odwiedził ją poprzedniej nocy. Ze złością wstała z łóżka i ruszyła w kierunku łazienki. Wiedziała już, że ten dzień będzie do kitu. 
          - Wszystko w porządku? - Mama obejrzała się za siebie chcąc dowiedzieć się o co chodzi jej córce. Ona tylko wymruczała coś pod nosem i trzasła drzwiami, tak że dom aż podskoczył. 

~~~*~~~
          - Vicki! Musimy już wracać. Całą noc nas nie było. - Chłopak chcąc ocucić dziewczynę delikatnie smagał wodą jej twarz. Byli w środku lasu, całą noc spędzili na piciu wódki i braniu jakiś prochów. 
          - Spoko, nic nam nie będzie. Ogarnij się bo już nigdy cię nigdzie nie zabiorę. - Dziewczyna w końcu odzyskała przytomność a Jerremy odetchnął z ulgą. 
          - Chcę już wracać do domu. Jeśli nie idziesz ze mną pójdę sam. - Chłopak stanowczym tonem dał do zrozumienia, że ma już dość zagrywek dziewczyny. 
          - Ja się nigdzie nie wybieram. Jestem wolna jak ptak i będę robiła na co tylko mam ochotę. - Dziewczyna była na kompletnym haju i nie przyjmowała do zrozumienia, że brat będzie się o nią martwił. Zrezygnowany chłopak postanowił znaleźć drogę do domu. 
     Błądząc po lesie, i starając przypomnieć sobie, którą drogą przyszedł ciągle miał wrażenie, że ktoś go śledzi. Wiedział, że to tylko jego wyobrażenie, ale dla pewności przyspieszył tempa. Dookoła wszystko wyglądało tak samo... Ścieżki dla rowerów i przechodniów, miliony drzew, z których każde wyglądało tak samo. Miłej atmosfery z pewnością nie dawał mocny wiatr i dziwne odgłosy zwierząt. Jerr dosłyszał coś w stylu łamania gałęzi. Odwrócił się, ale wszystko wyglądało normalnie. Odwracając się z powrotem w stronę alejek wpadł na mężczyznę, którego z pewnością wcześniej nie było. 
           - Kim pan jest?!
           - Cześć młody. Jestem Damon.
           - Jaki do diabła Damon?! - Teraz Jerremy był już przestraszony nie na żarty. Facet samym wyrazem twarzy przyprawiał o dreszcze.
           - Damon - od dziś twój najgorszy koszmar. - Salvatore wyostrzył kły i przybrał wyraz mordercy.
Jerremy rzucił się do ucieczki. O dziwo Salvatore nawet nie wysilił się, aby go złapać. Mając nadzieję, że chłopak go zgubił zatrzymał się, aby zaczerpnąć tchu po długim biegu. 
          - Chyba zapomniałeś się pożegnać, nie prawda? - Ni stąd ni zowąd za chłopakiem ponownie pojawił się czarnowłosy. Chwycił chłopaka w talii i wbił swoje przerażająco ostre kły w jego szyję. 
          - Przekaż kochasiowi twojej siostrzyczki, żeby nie zgrywał bohatera. A no tak zapomniałem. NIE MOŻESZ. Ciało całkowicie pozbawione krwi upadło bez życia na ziemię.

***

     Mam nadzieję, że rozdział się podobał :* Jak na razie planuję dodawać rozdziały co drugą sobotę. Mam wtedy więcej czasu na przemyślenie treści i nie muszę się martwić, że nie zdążę. W wakacje zapewne będą pojawiać się częściej. Liczę, że końcówka zachęci was do przeczytania nowego posta. Dziękuję z całego serca komentującym i czytającym mojego bloga <3 Zachęcam do zostawienia swojej opinii, dzięki którym od razu lepiej się pisze. Kolejny rozdział ok. 13 czerwca. Pozdrawiam ;)

niedziela, 17 maja 2015

Rozdział 7


Powtórka z historii 

 

       - Kochałeś? Przecież to dziewczyna twojego brata.
          - Brzmi jak w kiepskiej telenoweli prawda? Katherine była niezwykła. Potrafiła omotać każdego. Nikt nie był w stanie jej się oprzeć. Ja poznałem ją pierwszy...
     W roku 1864, gdy stał tu jeszcze nasz rodzinny dom, byliśmy z bratem nierozłączni. Zawsze razem. Gdy doszło do walki Północy z Południem w mieście panowało opustoszenie. Ciała wyssane z krwi... Nikt specjalnie się tym nie przejmował. Każdy był zajęty czymś innym. Wtedy ona przyjechała do miasteczka... Jej służąca Emily była czarownicą. Twoja przyjaciółka jest jej pra pra pra wnuczką. - Gdy Damon opowiadał mi o niej wyobrażałam sobie jakbym tam była. Pogrążona w słuchaniu opowieści zapomniałam o strachu. Chciałam wiedzieć wszystko.
          - Chwila, skąd znasz Bonnie?- Byłam nieco zaskoczona. Przecież Damona znałam zaledwie jeden dzień, a tyle wiedział o moim życiu.
          - Obserwowałem cię już wcześniej. Gdy doszły mnie słuchy, że Stefan znów odwiedził Mistic Falls od razu się domyśliłem, że chodzi o Katherine. Przynajmniej, aż nie zobaczyłem ciebie. Wracając do opowieści... Od razu nabrałem dobry kontakt z Katherine. Od pierwszego wejrzenia wiedziałem, że nigdy  nie pokocham innej kobiety. Jej śmiech... Muzyka dla uszu. 
          - Skoro byłeś w niej taki zakochany dlaczego to twój brat zaczął z nią chodzić?
          - Oprócz tych wszystkich zalet, miała też oczywiście wady. Była samolubna, nieuczciwa i nigdy nie przejmowała się tym co czują inni. Zwodziła zarówno mnie jak i jego. To właśnie nas tak bardzo poróżniło. Niegdyś bracia Salvatore, wspaniali przyjaciele... Od dnia, gdy tylko się pojawiła to był koniec naszej zgody. Walczyliśmy o nią jak o rzecz. Ale czego się nie robi dla miłości? Wkrótce poznaliśmy jej sekret... 
Była wampirem.




 ~~~*~~~
 
     Na korytarzu Caroline natknęła się na Tylera. Było już za późno, aby zawrócić, ale mając nadzieję, że uniknie niezręcznej sytuacji ruszyła przed siebie. 
          - Hej Care. - Tayler jak zwykle nieziemsko przystojny, ubrany niczym na pokazie mody zatrzymał dzieczynę, jakby nigdy nic się nie stało.
          - Czego chcesz? - Caroline nie mogła kryć swojego oburzenia i niechęci do chłopaka.
          - Muszę przyznać, że świetnie się wczoraj bawiłem... Może to powtórzymy? - Blondynce ziemia ugięła się pod nogami. W ułamek sekundy zapomniała o całej tej sprawie i na jej twarzy znów zagościł uśmiech. 
          - Mnie również bardzo się podobało. Co ty na to, aby spotkać się na przykład w piątek? 
          - Może skoczymy do kina? 
          - Świetny pomysł. Słyszałam, że grają nową komedię. 
          - W takim razie zgadamy się jeszcze. - Nachylił się ku Care i pocałował w policzek na pożegnanie. Dziewczyna czuła jak robi się cała czerwona, ale mając nadzieję, że nikt się nie połapie zdążyła jeszcze wykrztusić tylko:
          - No to pa. - Po czym poprawiła ręką swoje, już i tak idealnie ułożone włosy i odwróciła się w stronę sali, gdzie miała zajęcia. Tuż za nią stał Jerremy...

          - Nie mów, że znów dałaś się omotać temu kretynowi. - Chłopak nie krył swojego niezadowolenia. 
           - Słuchaj. Nie tobie się do tego wtrącać. To, że pomogłeś mi i byłeś miły nie znaczy, że musisz mnie teraz pilnować na każdym kroku. Świetnie wiem co robię. - Całej tej sytuacji przyglądała się Vicki. Dziewczyna wyglądała tak samo ślicznie, jak poprzedniego dnia. Miała na sobie ognistą, czerwoną sukienkę, może nie zbyt odpowiednią do szkoły, no ale każdy ma swój styl...
           - Nie chcę, abyś znów cierpiała. Widziałem jaka byłaś smutna... Ten frajer na to nie zasługuje. 
           - Spokojnie, nie będę. To co się stało już się nie powtórzy. Jestem pewna. A teraz muszę już lecieć na historię. Nie wtykaj więcej nosa w nie swoje sprawy. - Care odwróciła się na pięcie i ruszyła korytarzem, teraz już pustym  na lekcje. W głowie miała tylko swoją randkę z Taylerem. Jerremy zażenowany całym zajściem siadł na ławce w korytarzu. Nie miał ochoty wracać na zajęcia. Vicki, która ciągle stała za szafkami i przysłuchiwała sie całej rozmowie podeszła do chłopaka. 
          - Mogę się dosiąść? - Jerr ukradkiem spojrzał na dziewczynę. Jeszcze wczoraj był by zachwycony takim obrotem spraw, ale teraz tylko przytaknął.
~~~*~~~

          - Care to idiotka. - Vicki próbując pocieszyć Jerremiego położyła rękę na jego ramieniu. 
          - Wcale nie jest taka na jaką wygląda. Jest naprawdę super. - Jerremy ewidentnie zadużył się w Caroline. W sumie trudno się dziwić. Była na prawdę śliczna. Vicki nic nie odpowiedziała. W głębi duszy była bardzo zazdrosna. Chciałaby, aby o nią też ktoś tak się troszczył. 
          - Jesteś świetnym facetem Jerr. Nie jedna wiele by dała za takiego chłopaka. 
          - A ty? - Vicki nieco skrępowana nie umiała znaeźć odpowiedniego słowa, by wyrazić co czuje. Jej policzek zalał rumieniec. 
          - Ja... Sama nie wiem. Nie mam teraz głowy do chłopaków. Jaką masz teraz lekcję? - Próbowała zmienić temat. 
          - Angielski. Cartner nieźle się wkurzy, że znów nie przyszedłem na zajęcia.
          - Nie jest chyba aż tak źle...
 Od śmierci rodziców mam same problemy. Mam dość ciotki, albo Eleny. Chciałyby kontrolować moje życie i bawią się w matki. Dlatego ćpie. Wtedy mogę oderwać się od tych wszystkich problemów,chociażby na chwilę. Wszystko jest tak jak przed wypadkiem. - Vicki patrzyła na chłopaka ze zrozumieniem. Ona nawet nie znała swojego ojca. Mama wyjechała do jakiegoś kochanka, nie zostawiając nawet pieniędzy. Miała tylko Matta, swojego brata. Dzięki niemu jakoś się trzymała, jednak było jej wstyd wyżalić się chłopakowi.
          - Nie opłaca się wracać na lekcje. Chodź pokażę ci fajne miejsce. - Donovan wyjęła z kieszeni mały woreczek z białym proszkiem, po czym znów schowała go, tak aby nikt się nie zorientował. 
         - No nieźle, trzeba było tak od razu. - Chłopak pomógł Vicki wstać i ruszyli do wyjścia. 

~~~*~~~

     Wciąż ciekawa historii braci, siedziałam tylko na brudnej podłodze i słuchałam z uwagą, każdego słowa Damona, chcąc zapamiętać każdy szczegół.
               - Rose wspomniała coś, że jestem sobowtórem Katherine... Co to znaczy?
Rozległ się trzask. Do pokoju, jeśli można było tak nazwać to pomieszczenie wpadł Stefan. Swoją wampirzą prędkością rzucił się na Damona. Bracia teraz leżeli na podłodze, a Stefan z drewnianym kołkiem w ręku chciał unieruchomić brata. Ten natomiast, dużo silniejszy, szybszy i zwinniejszy wyrwał kołek z jego ręki i głęboko wbił w brzuch.  
Damon zupełnie jakby wyparował, zniknął z mojego pola widzenia. Teraz zostałam tam tylko ja i drugi Salvatore. Po wielu wysiłkach, w końcu udało mi się rozplątać supły na rękach. Szybko ruszyłam ku chłopakowi i wyjęłam kołek z jego ciała. W jednej chwili zapomniałam o tym czego się dowiedziałam. W jego oczach znów zobaczyłam tego samego chłopaka, którego poznałam na pogrzebie. Wiedziałam, że jest całkowicie bez sił. Przyłożyłam swoją dłoń do jego ust, chcąc by napoił się moją krwią i odzyskał siłę. Poczułam silne ukłucie. Jego kły wbiły się  moją skórę. Pomimo, że w głębi duszy byłam przerażona, wiedziałam że nic mi nie grozi. Nie przy nim. 

          - Dość! Nie mogę więcej. Nie powstrzymam się. - Stefan odsunął  moją dłoń  i zdołał się podnieść. Znów wyglądał normalnie. 
          - Już ci lepiej? - Wiedziałam, że Stefan nie ma żadnych szans z Damonem. Nie pił ludzkiej krwi, która dawała mu siłę. Byłam pewna, że Damon nie odpuści, a ja nie mogę stracić Stefana. Ryzykował "życie", aby mi pomóc. W tym momencie marzyłam, aby znów wtulić się w jego ramiona i wrócić do domu. 
          - Nic mi nie jest. Damon da jeszcze o sobie znać, musimy być gotowi. Nie pozwolę mu cię skrzywdzić. - W tym momencie nie wytrzymałam dłużej. Mocno wtuliłam się w jego ciało. Krew, która wsiąkała w jego białą koszulę, ubrudziła tez moją sukienkę. 
          - Musimy wracać do domu. Wszyscy się o ciebie martwią. - Razem wyszliśmy ze starych ruin domu. Rozejrzałam się dookoła. Byliśmy w środku lasu, był słoneczny dzień, jak to zawsze w Mistic Falls. Zupełnie straciłam poczucie czasu rozmaiając z Damonem. 



***
     Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Zachęcam do komentowania, można także wybrać opcję "anonimowy". Kolejny rozdział dodam dopiero za jakieś dwa tygodnie, bo teraz nie mam za bardzo czasu na pisanie... Będę was na bieżąco informować o nowych postach na asku :* Dziękuję wszystkim, którzy czytają mojego bloga i komentują <3 Dzięki Wam mam już ponad 3000 wyświetleń w ciągu tych dwóch miesięcy *.* 

A teraz taka ciekawostka...Słyszeliście, że ma być również 8 sezon TVD? <3 W komentarzach piszcie, co sądzicie o finale 6 sezonu i 7 rozdziale :* Dziękuję, że jesteście :*

sobota, 9 maja 2015

Rozdział 6


   Czarownice


     Katherine? Imię od razu przypomniało mi o Stefanie. Wspominał o niej na imprezie, ale jak mogłam zostać z nią pomylona? Nic z tego nie mogłam zrozumieć
          - Przecie Katherine nie żyje! - Na twarzach moich prześladowców malowało się zdziwienie.
          - Coś tu faktycznie jest nie tak... - Na twarzy Rose nie można było  wyczytać niepewność.
          - Stefan opowiadał mi o Katherine. Była jego dziewczyną. - Damon parsknął śmiechem.
          - Dziewczyna? Nie rozśmieszaj mnie. Zawsze byłaś świetną kłamczuchą. Naprawdę sądzisz, że nabierzemy się na te twoje żałosne gierki?
          - Damonie, faktycznie coś tu nie gra. - Rose podeszła jeszcze bliżej mnie. Głowę zniżyła do poziomu mojej szyi. Od razu dostrzegła, że jestem przerażona i cała drżę. - Człowiek...
          - Rose co ty wygadujesz. Dobrze wiesz, że wampiry nie mogą powrócić do ludzkiej postaci. - Salvatore nieco rozkojarzony bacznie mnie obserwował.
          - Popatrz na nią. Cała się trzęsie, zaróżowione policzki, bicie serca. Słyszę, jak krew pulsuje jej w żyłach.
          - Jestem Elena! Elena Gilbert. - Miałam dość tego całego przedstawienia. Wolałabym nigdy nie poznać Stefana i nie wiedzieć o tych całych wampirach. Żyć swoim dawnym życiem.
          - Sobowtór. - Rose wytrzeszczyła na mnie oczy. Damon również nie krył zdziwienia. Zapanowała chwila ciszy.
          - Katherine była ostatnia. Po przemianie w wampira, i śmierci całej rodziny nie mógł narodzić się nowy sobowtór.
          - Oczy mnie nie mylą Damonie. W końcu będę wolna...

~~~*~~~

     Do drzwi rozległo się pukanie. Jerremy wstał rozkojarzony z łóżka i otworzył drzwi.
          - Caroline. Eleny nie ma. Co ty  tu robisz tak wcześnie?
          - Jak to? Wyszła z imprezy jeszcze przed północą, powinna być już  domu...
          - Na pewno zatrzymała się u Bonnie.
          - We dwie zawsze najlepiej się bawią. - Care nieco się zirytowała. Zawsze twierdziła, że Elena i Bonnie wolą spędzać czas tylko w swoim towarzystwie.
         - Nawet tak nie mów. Może wejdziesz i napijesz się herbaty? Opowiesz mi o wszystkim.
         - Mam wyżalać się młodszemu bratu mojej przyjaciółki? W sumie czemu nie. Jesteś chyba jedyną osobą, która chociażby się mną zainteresowała. - Caroline zamknęła za sobą drzwi i ruszyła za Jerremym na górę, do jego pokoju. Jena po ciężkim dniu w pracy spała jak zabita. Niezauważeni przeszli przez jej sypialnię.
     W pokoju panował okropny bałagan. Na ścianach wisiały plakaty ulubionych zespołów chłopaka. Blondynka rozsiadła się wygodnie na łóżku i zmarznięta otuliła kołdrą.
          - Musi ci być bardzo zimno... Całą noc szwendałaś się po mieście? I to jeszcze w takim ubraniu? - Po policzku dziewczyny polała się słona łza.
           - Miałam wracać do domu po tej całej akcji z Lockwoodem, ale mama od razu zaczęłaby się wypytywać.
          - Lockwoodem? Nie mów mi tylko, że ty też na niego lecisz... - Gilbertowi przed oczami stanął obraz Vicki i Taya całujących się za szkołą. Zaciekawiony usiadł obok dziewczyny i zaciekawiony prosił by mówiła dalej.
          - Myślę, że nie powinnam z tobą o tym rozmawiać. Tayler jest zwykłym frajerem. Zamiast mnie wolał się zabawić z tą całą Vicki czy jak jej tam. - Więc chodziło o tą sprawę sprzed szkoły. Jerremy liczył na to, że jego nowa znajoma jednak nie da się omotać jakiemuś mięśniakowi. Caroline objęła Jerremiego i ułożyła się wygodnie.
          - Jestem już bardzo zmęczona. Mogłabym dziś się tu zdrzemnąć? - Jerremy przytaknął. Może nie dał tego po sobie poznać, ale po raz pierwszy był tak blisko z jakąś  dziewczyną. Nieco onieśmielony przewrócił się na drugi bok i z zachwytem obserwował urodę blondynki.

~~~*~~~

     Bonnie! Pomóż mi. - Przed oczami przyjaciółki stała Elena, związana linami, drżąca ze strachu.
          - Gdzie jesteś? Jak mam cię uwolnić?
          - Twoja babcia. Ona powie ci co masz robić...

     Przestraszona dziewczyna otworzyła oczy. Znajdowała się w swojej sypialni. Wszystko było na swoim miejscu. Nieświadoma niczego co dzieje się z Eleną, wyszła z pokoju by przyszykować się do szkoły.


          - Babciu. Mogę cię o coś spytać? - Sheila robiła dla wnuczki śniadanie. Jej gęste kręcone włosy sięgały ramion. Karnację Bonnie z pewnością odziedziczyła po niej. Ciemna skóra, jej nieco już pomarszczona.
           - O co chodzi? - Babcia siadła z wnuczką przy stoliku w jadalni.
          - Miałam sen... Tyle, że bardzo realistyczny. Była w nim Elena. Przerażona siedziała w jakimś pomieszczeniu. Mówiła, że tylko ty możesz pomóc mi ją wydostać.
         - Czarownice mają niezwykłą siłę. Przez sen zazwyczaj są o czymś informowane. O czymś co ma związek z koniecznością użycia czarów. Jesteś już na tyle dorosła, że możesz w końcu dowiedzieć się o swoim pochodzeniu. - Babka wstała od stołu i przeszła do salonu. Wróciła z grubą, zakurzoną książką. Miała chyba ze sto lat.
          - Tylko nie to. Znowu  te twoje pogadanki o czarach? - Dziewczyna nie pierwszy raz rozmawiała na ten temat z babcią. Traktowała to raczej jako głupie żarty, ale po tej nocy i powadze babci postanowiła wysłuchać jej do końca.
          - Popatrz tylko... - Staruszka zamknęła oczy. Świeca stojąca na stole w jednej chwili, bez użycia ognia zaświeciła się i oświetliła całe pomieszczenie. Bonnie ze zdziwienia nie umiała wydusić z siebie żadnego słowa. Babka otwarła oczy.
          - Chwyć mnie za rękę. - Sheila wzięła rękę swojej wnuczki i znów pogrążyła się w skupieniu. Bonnie czuła jak jej ciało przeszywa energia, moc. Przymknęła oczy. Czuła się jak w niebie. Wszystko dookoła ucichło. Była skupiona tylko na tej potężnej mocy, którą ma w sobie. Wspaniałe uczucie. Mogła poczuć się silna. Miała władzę nad wszystkim. Połączenie urwało się. Dziewczyna otworzyła oczy. Jej zwyczajny świat znów wrócił.
          - Babciu! Pozwól mi jeszcze raz to poczuć. To... niesamowite.
          - Nie muszę ci pomagać. Gdy uwierzysz, sama będziesz mogła to zrobić. Jesteśmy czarownicami Bonnie. To twoje przeznaczenie.

~~~*~~~

          - Bonnie. Widziałaś dziś Elenę? - Na szkolnym korytarzu czarownicę zaczepił Stefan.
          - Jak to? Nie ma jej w szkole?
          - Po wczorajszej imprezie trochę się... pokłóciliśmy. Miałem nadzieję, że z nią porozmawiam dziś w szkole.
          - Nie mam teraz zajęć, pojadę do jej domu sprawdzę co się stało.
          - Pozwolisz, że pojadę z tobą? - Wyraz twarzy Stefana, na prawdę wskazywał na to, że martwi się o swoją przyjaciółkę. Właściwie czy przyjaźń to właściwe słowo?
          - Nie ma sprawy. W takim razie chodźmy po samochód.


             - Oby tylko była w środku. - Bonnie mając nadzieję, że jej nocny koszmar, był tylko złym snem zapukała do drzwi.
          - Caroline?! Przyszłaś do Eleny? Powinnyście już dawno być na zajęciach.
          - Nie udawaj Bon, dobrze wiem że na pewno spędziła noc u ciebie. - Za plecami Care pojawił się Jeremy.
         - Moja siostra nie spała dziś w domu. Byłem pewien, że nocuje u ciebie, tak też powiedziałem ciotce.
          - Gdzie ona do diabła się podziewa? - Blondynce było nieco głupio, że od razu naskoczyła na Bonnie. Co jeśli Elenie grozi niebezpieczeństwo?
          - Bonnie? Wszystko gra? - Stefan potrząsnął delikatnie dziewczyną. Wyglądała jakby była w jakimś transie.
          - Stefan, muszę ci coś powiedzieć. Miałam dziś w nocy sen. Elena prosiła mnie i moją babcię o pomoc. Słyszałam tylko jak mówi jakieś imię. Damon. - Młodszy brat już wcześniej miał złe przeczucia. To jego sprawka... Wszystko co złe jest zawsze przez niego.
          - Musimy czym prędzej znaleźć twoją babcię Bonnie.
          - Jest w domu. Myślę, że znajdzie dla nas chwilę. Caroline damy wam znać gdy się czegoś dowiemy,nie martwcie się na zapas. - Bonnie i Stefan wsiedli do samochodu.


          - Jesteś czarownicą prawda? - Stefan nie dość dyskretnie zadał pytanie Bonnie.
          - Co ty wygadujesz... Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy? - Z rozbawieniem Bonnie nie dała po sobie nic poznać.
         - Słyszę twoje serce, gdy kłamiesz przyśpiesza. Możesz mi ufać. Nikomu nie zdradzę twojej tajemnicy, liczę  na to, że ty mojej również. - W tym momencie chłopak wysunął swoje przerażające kły. Jego oczy zmieniły wyraz. Czarownica wydała z siebie cichy krzyk.
          - Kim ty jesteś?! Wyglądasz jak...
         - Wampir?  Nie bój się. Nie tylko ty zwariowałaś. Teraz najważniejsze jest to by znaleźć twoją przyjaciółkę. - Co za dzień. Najpierw czarownica teraz wampir. Stefan zatrzymał pojazd, a Bonnie szybko popędziła do drzwi domu.
          - Ty już po lekcjach? - Sheila niczego nie świadoma uśmiechnęła się i gestem kazała wnuczce wejść do środka. Za nią pojawił się Stefan.
          - Witaj Sheilo. Trochę czasu upłynęło od naszego ostatniego spotkania.
          - Stefan?! Ostatnim razem cię widziałam gdy bawiłam się jeszcze w piaskownicy. Co cię sprowadza? - Staruszka wytrzeszczyła oczy. Bonnie wcale nie była mniej zdziwiona...
          - Potrzebujemy twojej pomocy. Elena zniknęła. Ten sen... to ostrzeżenie. Powiedz, że wiesz jak nam pomóc. - Wtrąciła Bonnie.
          - Sama nie poradzę już sobie z czarem lokalizującym, czas byś mi pomogła. - Sheila z przekonaniem zerknęła na Bonnie. Dziewczyna weszła do środka i utuliła babcię.
          - Dlaczego nie wchodzisz?
          - Wampiry potrzebują zgody właściciela, by móc wejść do domu. Proszę Stefanie. Od tej pory nasz dom jest dla ciebie otwarty. - Sheila gestem nakazała, by Steff wszedł do środka.



          - Ponieważ jesteś głęboko związana z Eleną możesz nawiązać z nią połączenie. Chwyć mnie za rękę. - Babcia wypowiadając jakieś niezrozumiałe słowa, coś w stylu zaklęć ukazała Bonnie obraz.
          - Widzę ruiny domu. Został  spalony kilkanaście lat temu. W pobliżu cmentarza... Obraz jest nie wyraźny nie znam tego miejsca.
         - Wiem gdzie Damon ją zabrał. W przeszłości był to nasz rodzinny dom. - Stefan odetchnął z ulgą.
         - W takim razie jedźmy tam. - Bonnie z determinacją już zmierzała do wyjścia.
          - Pójdę tam sam. Nadszedł czas, by znów stanąć twarzą w twarz z bratem...

~~~*~~~

          - Zabijałeś ludzi. Dlaczego? - Elena wciąż miała skrytą nadzieję, że ktoś jej pomoże.
         - Jestem wampirem Eleno. Wampirem. Sądzisz, że będę głodował,albo żywił się zdechłymi wiewiórkami jak mój brat? To żałosne.
          - Więc to prawda? Stefan nie krzywdzi ludzi? - Pojawiła się we mnie nadzieja. Nadzieja w to, że Stefan nie jest taki jakim sobie go wyobrażałam jako wampira.
          - Teraz jest do niczego. Za to ja... czuję jak przepełnia mnie siła. Mogę z łatwością wejść do twojej głowy, sprawię że zrobisz wszystko co będę chciał. - Wsłuchiwałam się w każde słowo. Jego głos był taki... hipnotyzujący? Sama nie wiem, nie mogłam oderwać od niego oczu. Te jego spojrzenie. Gdy patrzyłam na niego serce od razu przyspieszało. A może to ze strachu? Jakby nie było byłam uwięziona z nie wiadomo ilu letnim wampirem, w jakiejś ruderze, Rose zniknęła gdzieś bez słowa.
          - Gdzie twoja przyjaciółka?
          - Przyjaciółka? Nie żartuj sobie zemnie. Miałem jej  pomóc cię dorwać. To miała być taka moja mała... zemsta.
          - Na Katherine? - To imię budziło we mnie strach.Wciąż nie rozumiałam dlaczego zostałam z nią pomylona.
          - Nigdy nie wypowiadaj przy mnie tego imienia!  - Rozwścieczony wampir uderzył pięścią w stół, a jego nadprzyrodzona siła sprawiła, że szkło roztrzaskało się na podłodze.
          - Dlaczego tak nie nienawidzisz tej dziewczyny? - Nie mogłam wpaść na żaden pomysł, dla którego Damon chciałby dorwać dawną miłość brata.
          - Dlatego, że tak bardzo ją kochałem...

poniedziałek, 4 maja 2015

LBA

    Chciałabym bardzo podziękować za nominację: http://love-is-a-weakness.blogspot.com/



Pytania:


1. Jak trafiłeś/aś na swój ulubiony serial ? Za co go lubisz?

     Oglądam dużo seriali, ale jako że mój blog jest oparty na Pamiętnikach Wampirów będę się na nim opierać...
Moja starsza siostra zawsze oglądała Pamiętniki, miała "bzika" na punkcie tego serialu. Kiedyś oglądnęłam z nią parę odcinków no i tak się zaczęło...
Lubię serial za wspaniałą grę aktorów, coraz to nowe wątki,kocham fantasty, a w serialu z pewnością tego nie brakuje.


2.Ulubiony ship z filmu/serialu?

     Od początku serialu uwielbiałam Stelenę. Lubię takie romantyczne wątki <3. Z czasem jednak przekonałam się do Deleny... Szkoda tylko, że tak późno bo dopiero w szóstym sezonie... Kocham też Klaroline, świetnie byłoby znów  zobaczyć tę parę razem na ekranie.


3.Masz jakieś marzenia, które są możliwe do spełnienia?

     Chciałabym pójść na studia dziennikarskie, w wolnym czasie napisać książkę.


4.Z którym bohaterem filmowym/serialowym chciałabyś spędzić dzień?

     Bardzo trudne pytanie... Byłby to chyba Damon <3



5.Twoje ulubione książki to...?

     Dary Anioła lub Wybrani świetne. Czytam bardzo dużo książek, nie mam jednej ulubionej.


6. Wyobrażasz sobie czasami, że żyjesz w swoim ulubionym serialu/filmie ? Co wtedy widzisz?

     Raczej nie mam takich fantazji :D


7. Masz jakieś hobby?

     Jednym z moich hobby jest oczywiście pisanie. Oprócz tego dużo tańczę, bardzo lubię robić zdjęcia.


8. Twoja ulubiona piosenka to...?

     Słucham wszystkiego co wpadnie w ucho. Lubię piosenki z przekazem.




***

Jako, że nie czytam wielu blogów nie nominuję nikogo. Jeśli macie do mnie jakieś pytania, piszcie w komentarzach. Nowy rozdział na blogu powinien pojawić się w weekend. Buziaki :*

sobota, 2 maja 2015

Rozdział 5

Nieśmiertelni


    Otworzyłam oczy. Rozejrzałam się naokoło mnie. Znajdowałam się w pensjonacie Salvatorów. Musiałam stracić przytomność, ostatnie co pamiętam to jak Stefan na rękach niósł mnie do samochodu. Gdy ujrzałam jego twarz, wyłaniającą się z głębi korytarza nie czułam się  już tak bezpiecznie. Pamiętam urywki wieczoru, niezapomnianego już dla mnie. Jego twarz... Oczy, do tamtej chwili piękne, błyszczące, wręcz hipnotyzujące... Stały się  jednym momencie ciemne, przerażające. Miał spojrzenie mordercy.
          - Cieszę się, że nic ci nie jest. - Z troską podszedł do mnie, wyciągając dłoń.
          -Nie zbliżaj się! Widziałam w lesie... Sama nie wiem. Wszystko pamiętam. To co mówiłeś, jak się zachowywałeś.
          - Czuję jak się boisz...
          - Kim ty jesteś?! A raczej czym?
         - Nie jestem taki, jakim sobie mnie wyobrażasz Eleno. Mój brat jest inny. Nie przypuszczałem, że przyjdzie za mną do tego miasta.
         - To nie odpowiedź.
Stefan zbliżył się do mnie. Usiadł na przeciwko. Na mojej skórze pojawiła się "gęsia skórka". Nie mogłam znów spojrzeć na niego tak jak dotychczas.
          - Świat, który do tej pory znałaś nie jest taki jak myślisz. Mam 17 lat od stu pięćdziesięciu lat Eleno. Jestem wampirem. Podobnie jak mój brat.
          - Te wszystkie ataki zwierząt... To byłeś ty! Wiedziałam, że coś jest z tobą nie  porządku.
          - Nie żywię się krwią ludzi. Za to Damon... Mój brat. Jest zupełnie inny. Żywi się nią aż ponad to. Odkąd tylko zaczęły się pojawiać dziwne ataki na mieszkańców, domyśliłem się. Eleno spójrz mi  oczy.
Widzisz? Jestem tym samym Stefanem, którego poznałaś nad grobem twoich rodziców. Nie prosiłem się, aby być taki.
          - Błagam odejdź! - Do oczu już napływały mi łzy. Czułam się jakbym była uwięziona. "Wampir"... To słowo przypomina mi jedynie nędzną literaturę. Marzyłam by to wszystko okazało się snem. To co się działo było po prostu nie możliwe. Najpierw Bonnie twierdząca, że jest czarownicą, teraz Stefan wampirem.
          -  Słyszę jak twoje serce przyśpiesza. Czuję jak drżysz. W myślach kłębi ci się tysiące pytań, które chcesz mi zadać.
          - Stefan błagam. Chcę stąd wyjść. Nie mogę patrzeć na twoją twarz, która jeszcze przed chwilą była... inna. To wszystko wygląda jak jakiś koszmar. Stefan zawsze uroczy i zabawny teraz wydawał mi się zupełnie innym "człowiekiem".
Na stoliku przede mną leżał ostry sztylet, służący do otwierania listów. To była moja jedyna szansa. Za wszelką cenę musiałam wydostać się z tego potwornego domu.
          - Nie mogę cię teraz stąd wypuścić. Przerasta cię to wszystko, Damon jest gdzieś tutaj. Nie mam  pojęcia gdzie, ale jestem pewien że nie spotkałaś go po raz ostatni.
          - Drugi raz nie powtórzę. Nie zostanę tutaj z tobą! - Szybkim ruchem wzięłam nóż ze stołu i ruszyłam w stronę wyjścia. Przez sukienkę, w którą byłam odziana na imprezie potknęłam się przez próg drzwi i upadłam na podłogę, mocno uderzając łydką o framugę drzwi. Stefan jednym ruchem, nie mam pojęcia jak to zrobił znalazł się przy mnie. Resztką sił wbiłam sztylet jak tylko najgłębiej umiałam w jego pierś. Biała koszula w  tym miejscu przebarwiła się na bordowy odcień. Wierząc, że uda mi się uciec zerwałam się na równe nogi i czym prędzej wybiegłam z pensjonatu, mając nadzieję już nigdy tam nie wrócić.

~~~*~~~

     Na imprezie Tayler wraz z Caroline bawili do samego rana. Namiętne pocałunki, seksowne tańce. To coś co Lockwood lubił najbardziej.
          - Boli mnie już głowa od tej muzyki... - Caroline zmęczona już całonocną zabawą chciała wracać do domu.
          - W takim razie chodźmy do mnie. Mam wolną chatę, mogę cię przenocować.
Care oczywiście bardzo spodobał się taki obrót spraw. Kochała się w Taylerze od szóstej klasy podstawówki. Była bardzo podekscytowana imprezą spędzoną z Taylerem. Tym bardziej, że mimo iż miała takie powodzenie u chłopaków, wciąż była dziewicą. Spędzenie nocy z Lockwoodem wydawało się dla niej spełnieniem wszelkich marzeń.
          - W takim razie na co jeszcze czekamy? - Blondynka chwyciła Taya za rękę i udali się razem w stronę jego domu. Z powodu wcześniej wypitego alkoholu musieli isc na piechotę.

~~~*~~~

     Posiadłość Lockwoodów była jedną z najbogatszych posiadłości w mieście. Marmurowe ściany, pięknie wypielęgnowany ogród. W takiej  willi  mogłaby zamieszkać nawet królowa. Gdy Care ze swoim nowym można by powiedzieć chłopakiem dotarła na miejsce doszło ich od tyłu wołanie dziewczyny.
          - Tayler! Gdzie byłeś? Czekam już na ciebie od dwudziestej. - Vicki czekała na chłopaka przed wejściem do domu. W oczach Taylera można było dostrzec zakłopotanie. Miał przed sobą dwie dziewczyny. Obie szalejące na jego punkcie...
          - Vicki, co ty tu robisz? - Chłopak przez alkohol i imprezę zupełnie zapomniał o umowie z Vicki. Caroline nie wiedziała co myśleć. Czuła się zażenowana całą sytuacją. Liczyła, że Tay jakoś się upora z tym wszystkim.
          - No proszę, ja tu czekam na ciebie całą noc, a ty przyprowadzasz sobie do domu jakąś kretynkę. - Siostra Matta szybkim ruchem obejrzała  Care od góry do dołu, po czym znów zwróciła się do Taylera:
          - Gdybym nie była ci nic winna już dawno by mnie tu nie było. Jesteś żałosny.
Caroline była już u kresu wytrzymałości, ale jako że była osobą na pozór bardzo opanowaną nie chciała zaczynać kłótni.
          - Care. Świetnie się z tobą dzisiaj bawiłem, ale przez to wszystko zapomniałem o moim spotkaniu z  Donovan. Myślę, że musisz już iść do domu.
Vicki rzuciła w jej stronę głupi uśmieszek, a przed nosem Care zatrzasnęły się drzwi. Rozczarowana dziewczyna cicho szlochając ruszyła w stronę domu, chcąc jak najszybciej położyć się w swoim łóżku i zadzwonić do Bonnie.

 ~~~*~~~

     Znalazłam się w ciemnym lesie. Pensjonat pozostawiłam już daleko w tyle, ale ja wciąż bałam się zatrzymać. Nogę przeszywał mi ogromny ból a płuca kończyły pracować. W dzieciństwie cierpiałam na astmę i nie mogłam się męczyć. Wiatr smagał mi twarz, a rozczochrane włosy, wciąż opadały mi na twarz. Czułam, że nie daję już rady. Nogi odmawiały posłuszeństwa, sama słyszałam swoje szybko bijące serce. Siadłam na skraju drzewa i chciałam choć chwilę odpocząć. Noc nagle z  najlepszej, stała się jedną z najgorszych. Tak bardzo chciałabym znaleźć się teraz przy Jerremym i cioci... Oglądając się naokoło wiedziałam już gdzie jestem. Słysząc szum rzeki domyśliłam się, że niedaleko jest Wickery Bridge, a z tam tond świetnie już znałam drogę do domu. Byłam bardzo spragniona. Moja sukienka nadawała się do wyrzucenia. Podniosłam się z ziemi i ruszyłam w kierunku skąd dobiegał szum wody. Jedynym pocieszeniem dla mnie było to, że wiem jak dotrzeć do domu.
     Wyszłam już z lasu. Co jakiś czas do moich uszu docierały odgłosy silnika samochodu. Słońce zaczynało już wschodzić. Jena na pewno martwiła się o mnie. Szłam w bardzo wolnym tempie, odpoczywając po długim biegu. Z za zakrętu wyjechał luksusowy, granatowy samochód. Zatrzymał się tuż przede mną.
          - Marnie wyglądasz dziewczyno... Mieszkasz gdzieś w pobliżu? - Doszedł mnie głos. Należał do mężczyzny. Było jeszcze zbyt ciemno, bym mogła dojrzeć twarz kierowcy.
          - Tak. Zaraz dotrę do domu. - Grzecznie odpowiedziałam. Przypuszczałam, że auto należało do jakiegoś z mieszkańców  Mistic Falls. W mieście wszyscy są zawsze bardzo uprzejmi w stosunku do siebie.
          - Z chęcią cię podwiozę. Naprawdę marnie wyglądasz... - Kierowca wciąż nalegał. Gdyby nie to, ze byłabym tak zmęczona z pewnością bym odmówiła, ale teraz? Mężczyzna był bardzo miły, a po tych wszystkich wydarzeniach z "wampirami" w co nadal nie chciałam wierzyć, nic gorszego nie mogło mnie spotkać. Wsiadłam do samochodu.
     Próbowałam przyjrzeć się kierowcy. Dostrzegłam kruczo - czarne włosy, delikatne rysy twarzy.
          - Mieszka pan w mieście?
          - Jaki "pan"? Przecież doskonale mnie znasz. - Uśmiechną się szeroko tak, że zdołałam zobaczyć ponownie te okropne, ostre kły.
          - Damon! - Z przerażeniem próbowałam otworzyć drzwi samochodu, ale on zdążył już je zablokować. - Wypuść mnie! Błagam!
Brat Stefana zatrzymał pojazd. Poczułam jak mocno uderzył moją głową o okno samochodu. Przed oczami pojawiła się już tylko ciemność....

~~~*~~~
     Otwierając pomału oczy, dostrzegłam twarz Damona. Teraz w pomieszczeniu było jasno i mogłam dokładnie się mu przyjrzeć. W niczym nie był podobny do swojego brata. Jego oczy były niesamowicie błękitne, ale tak samo piękne jak drugiego Salvatore. Włosy czarne niczym heban. Rysy delikatne, podbródek lekko szpiczasty. Niesamowicie hipnotyzująca uroda. Wampiry mają chyba  same w sobie taki urok, bo jeszcze nigdy nie spotkałam tak przystojnych mężczyzn jak bracia Salvatore.
Damon siedział w fotelu, a ja na zimnej podłodze. Nie miałam bladego pojęcia gdzie jestem. Na ścianach widniały dziwne obrazki, ze starych epok. Pomieszczenie było zaniedbane i brudne.
          - Czego ode mnie chcesz?! Pomocy! Niech mi ktoś pomoże. - Miałam nadzieję, że ktoś będzie w stanie mi pomóc. Życie nie mogło być przecież dla mnie aż tak okrutne...
          - Nie wrzeszcz tak. Nikt cię nie usłyszy. Jesteśmy na zupełnym odludziu. Sporo lat minęło nie sądzisz? Rose! Już jest. - Więc nie byliśmy sami... Był ktoś jeszcze. Oby ta kobieta, nie była tak okrutna... W wejściu do pokoju stanęła wysoka, szczupła brunetka. Niesamowicie szybkim ruchem "podeszła" do mnie i chwyciła za podbródek.
          - Mnie też nie pamiętasz? Zniszczyłaś mi życie przemieniając się w wampira. Ja i Trevor musieliśmy uciekać przez ciebie pięćset lat. Nie martw się dzięki tobie odzyskamy wolność. Katherine...